Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

MAM PRZYKRE WRAŻENIE

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 104
Skąd: wrocław

PostWysłany: 31 Mar 2011 15:23 pm    Temat postu: MAM PRZYKRE WRAŻENIE Odpowiedz z cytatem

Wyznaczonego dnia biorę z sobą zasadnicze wyposażenie żołnierza zawodowego w które zaopatrzyła mnie Ojczyzna tzn niezniszczalną walizkę fibrową oraz niezastąpiony worek wraz z trokami.
Jak każdy żołnierz zawodowy broń osobistą w tym konkretnym przykładzie pistolet PW 33,maskę p.gaz M1,płaszcz OP1 i o wyznaczonej godzinie czekam na kpt.Dominiaka.
Pakując całe to wyposażenie we wspomnieniach przewijają się wszystkie moje żołnierskie "przeprowadzki"!
Zaraz po promocji do Przasnysza,za dwa lata do Jeleniej,za rok do Łękini,za pół roku do Lisewa,za trzy lata na dwa miesiące do Darsewa - Darżewa,za miesiąc do Indonezji za trzy lata do Gdyni za dwa lata powtórnie do Lisewa.
Żołnierzem zawodowym jestem nie całe dziewięć lat a w tym czasie siedem razy zmieniam miejsce pełnienia służby.
W Łękini sześć miesięcy w Darsewie niecałe dwa miesiące.
Wszystkie z motywem przełożonych "dla dobra służby".
Za każdym razem pakowanie,rozpakowywanie,urządzanie kwatery i tak w koło.
Siedem razy w ciągu dziewięciu lat!
Czasami tłumaczenie przełożonych "dla dobra służby"jestem przekonany było nadużywane.Dlatego w tym ostatnim przypadku z takimi oporami "wybierałem"się powtórnie do nowego miejsca pełnienia służby i dlatego tak konsekwentnie odmawiałem konieczności przeniesienia rodziny.
Ale tłumaczyłem,"jestem oficerem są wyższe racje"!
Wewnętrznie nawet specjalnie się nie opierałem a uprzedni pobyt w Lisewie wspominałem dobrze.
Bardzo fajnego drugiego dowódcę kompanii i zgrany kolektyw kolegów.
Pełniąc służbę na stanowisku dowodzenia jakoś nigdy nie myślałem jacy TAM,to o Lisewie, są oficerowie.
Miałem pojęcie kto dowodzi,kto jest dowódcą stacji,technikiem ale tak bliżej to nie.
Wystawiałem im oceny za dyżury bojowe ale nic więcej.
Myślę,że wpływ na to miało stanowisko które pełniłem.Oficerowie SD na dyżurach byli ciągle w rotacji,dyżur,po minimum jeden dzień a nie jeden raz i tego nie było wolnego i znowu dyżur.Na odprawach i szkoleniach rzadko oficerów stanowiska widziano.
Właściwie to tylko na rocznej odprawie służbowej.
Z tym większym zaciekawieniem jechałem do Lisewa a ciekawość kogo tam spotkam i jak sam zostanę przyjęty z mojej strony była wielka!
Jedyna rzecz o której wiedziałem na pewno to było to,że Lisewo nie należało do przodujących kompani pułku.Nawet nie tych które oceniane były jako "średnie".
A moje główne zadanie jakie przedstawił dowódca pułku to - ZAPROWADZENIE PORZĄDKU - jak to nazwał!
Jedziemy !
Z Gdyni do Lisewa w prostej linii 35 km,drogą 60.
Gazikiem dwie godziny jazdy.
Wreszcie na miejscu.
Na zewnątrz wszystko na mnie robi przygnębiające wrażenie!
Listopad lecz śniegu jeszcze nie ma dlatego widać wszystko co normalnie śnieżna kołdra by przykryła.
Na samym wjeździe przewrócona brama.
Zarośnięty plac sportowy nasze,poprzedników takie chlubne dzieło,zniszczone przyrządy gimnastyczne.
Widzę jednak nowe garaże oddane ubiegłego roku.Jednak i tutaj wyłamane dwie bramy wjazdowe a najgorsze rozmrożona cała instalacja grzewcza garaży.
Smutny też wygląd wewnątrz koszar.Brudne i wokół pieców grzewczych pozbawione tynków ściany.
Odpadanie tych ścian to był mankament koszar ale za por.Kozika na zimę ta usterka była zawsze usunięta.
Nie chcę rozwodzić się nad dalszym opisem mankamentów,nie chcąc przedstawić siebie w roli uzdrowiciela i cudotwórcy.
Jednego jestem pewien - tutaj wiele potu wszyscy którym przyjdzie w 22 kompanii służyć wylejemy byśmy mogli powiedzieć "jest dobrze".
Czy starczy mi inwencji i sił i czy znajdę zrozumienie w śród dowodzonych?
Zaraz ciśnie się na usta.
W Lisewie - widać to gołym okiem po prostu brak jest gospodarza i wszystko się sypie.
Oj będzie tu co do roboty.
BĘDZIE - zdaje mi się mówić całe moje wyobrażenie o wszystkim! c
Jednocześnie jest mi żal tego wszystkiego co wszyscy w latach 58 - 62 w Lisewie zrobiliśmy.
Czy wszystko było błędem zaniechania przez obecnych tutaj żołnierzy?
Każdego dnia poznawałem nowe przyczyny i wtedy uważałem,że winę należy rozpisać na wszystkich- najwyższych i najniższych w systemie dowodzenia.
W tamtych latach rodziły się wojska rakietowe OPK i dla ich potrzeb użyję określenia które i wówczas na jednej z odpraw użyłem - ograbiono wojska radiotechniczne z bardzo dobrej kadry oficerskiej i podoficerskiej.
Sam to pamiętam jak propagowano - kto chce to tam,tzn w wojskach rakietowych się znajdzie.
Dla potrzeb tych wojsk wybudowano nowe funkcjonalne koszary a kadra zamieszkiwała w miastach powiatowych i codziennie dowożona była Osinobusami do i ze służby.
Unormowany czas służby.Dywizjon pełnił dyżur dziesięć dni raz na 6 tygodni.Kadra zakwaterowana wtedy była na miejscu w dywizjonie i zaprowiantowana.
W pozostałym czasie do dywizjonu przybywała na 8 godzinę i o 16 powracała do domu.
Kadry brygady artylerii dosłownie przebierały w chętnych a takich do pełnienia służby w znacznie lepszych warunkach nie brakowało.
Nam pozostało to czego Oni nie zabrali!
Wszystko co potrzebne by było wojskom radiotechnicznym z zaopatrzenia należało toczyć przysłowiowe bitwy zważając by na ich polu nie polec.
Przykładem niech będzie nowy budynek dla kadry który zastałem na posterunku,już trzy lata w użytkowaniu a jeszcze nie otynkowany.
Sam budynek wybudowany jak to mówiłem dla potrzeb tropiku.
Z pojedynczej cegły,jako urządzenia grzewcze zastosowano piece kaflowe o wymiarach około 60x60x100 cm.
Piece te miały ogrzać i lokal 12 m3 i 24 m3.
Nieszczelność stolarki okiennej i drzwiowej,brak izolacji termicznej na poddaszu czyniła bardzo trudne warunki do zakwaterowania kadry i ich rodzin.
A wszyscy mieszkańcy mieli tam malutkie dzieci!

Walka o remont kapitalny tego budynku z WRZKB Mar.Woj.kosztowała mnie dwa lata intensywnie prowadzonej wojny.
Kiedy ją podjąłem okazało się,że w ewidencji budynek ten znajdował się "w budowie"!
A nie była to przecież wina tej obecnej kadry.
Miało jednak bez wątpienia wpływ na postawę jej rodzin i samej kadry.
Przyznaję,że częsta zmiana na stanowisku dowódcy kompanii też nie działała budująco!
W ciągu pięciu lat od odejścia por.Kozika kompanią dowodziło kolejno czterech oficerów!
Jak będzie ze mną? zadawałem sobie bardzo często pytanie?
Czy aby wszystkim problemom jakie będę musiał rozwiązywać dam radę?


W następnym SMUTNY OBRAZ
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group