Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

DO PORTU PO SPRZĘT

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 104
Skąd: wrocław

PostWysłany: 05 Lip 2010 17:54 pm    Temat postu: DO PORTU PO SPRZĘT Odpowiedz z cytatem

W nowym miejscu w tym "królewskim"apartamencie zasypiam bardzo szybko.W następnych dniach stwierdzam,że moje samopoczucie tutaj w Surabaji jest znacznie lepsze niż w Dżakarcie.Tutaj choć na pewno jest tak samo jak tam wysoka temperatura powietrza to jednak jej skutki są inaczej odczuwane.
Sama Surabaja jak później się dowiem to jedno z największych miast Indonezji a właściwie drugie co do wielkości.Leży na wschodnim wybrzeżu Jawy w bezpośredniej bliskości oceanu i właśnie ten wpływ oceanicznego powietrza wpływał chyba na to,że powietrze nie było takie ostre i nie dało się odczuć tej wysokiej temperatury.Stwierdziłem to pierwszego dnia pobytu ale potwierdzam przez cały czas ile razy tylko tutaj przybywałem odnosiłem takie samo odczucie.
W przeszłości był to największy handlowy port a obecnie można było odczuwać,że nie tylko handlowy port indonezyjskiej republiki.
Prawdopodobnie liczba mieszkańców wynosi około 4 miliony.

Na ulicach bardzo często można spotkać marynarzy obu marynarek a handlowej różnej narodowości.Sam w porcie spotykałem polskich marynarzy a m/s Dżakarta widziałem kilka razy.W tamtym okresie Polska budowała wiele cukrowni do przerobu trzciny cukrowej z której Indonezja słynęła.
W Indonezji kiedy zapytasz kogoś ile to miasto,wieś osada liczy mieszkańców otrzymujesz natychmiast odpowiedź - DUŻO i tym się musisz zadowolić.Prawdopodobnie od czasu opuszczenia przez holendrów nikt dokładnie nie znał liczby ludności.
Pamiętam jak przyjechałem podawano liczbę około 100 milionów a jak po 30 miesiącach opuszczałem to - GARUDA, centralna gazeta RI podawała liczbę mieszkańców na 150 - 170 milionów i przyznaję żartobliwie w tym przyroście nie miałem udziału!
Samo miasto łącznie z portową dzielnicą pięknie zabudowane willowymi domami.Wszystkie w otoczeniu zieleni,przed każdym trawniki.
Podobno za panowania holendrów było to najbogatsze miasto i zamieszkałe przez najbogatszych mieszkańców.Przy większości domów specjalne pomieszczenia mieszkalne na ich zapleczu dla służby.
Czynne są bardzo duże domy towarowe ale moją ciekawość kiedyś wzbudził budynek GIEŁDY.W Polsce jeszcze takiej instytucji nie było.Naprawdę kiedy ją zwiedzałem czułem się tym zaszokowany.Podobnie było na GIEŁDZIE TOWAROWEJ.Surabaja to port nie tylko handlowy i wojskowy ale również i rybacki stąd taka instytucja jak GIEŁDA TOWAROWA.Zwiedzając ją,przyznaję 99 % ryb którymi tam handlowano pierwszy raz w życiu widziałem.
Tych spostrzeżeń dokonam jednak znacznie później.
Kiedy w przyszłości utworzona zostanie trzecia baza - Kalimantan tak"wędrując"śmigłowcem w razie potrzeby od jednej do drugiej poznam,że ta tutaj zapewniała mi iście"królewskie" warunki pobytu.
Wracać jednak muszę do sedna sprawy!
Wiedziałem,że rano przyjedzie po mnie służbowe auto jednak oczekując na nie jestem bardzo zdziwiony kiedy na taras przed pokojem wmaszerowuje oficer żandarmerii.Jeszcze większe zdziwienie wywołuje,że to "Żandarm MURI".Marynarki wojennej RI.
Z plotek słyszałem - wszystkie żandarmerie w tym MP wojują między sobą!
Przyznaję, poczułem się jakoś nie TAK.To samopoczucie może oddać tylko ktoś kto sam "jak ten palec pozostawał tutaj".
Przecież wczoraj wieczorem przywiózł mnie lejtnant A.który zawsze miał mi towarzyszyć a był przecież z AURI.Wojsk Powietrznych RI.
W pierwszej chwili chciałem nawet nie wyjść przed pokój.
W Indonezji naprawdę obowiązywała zasada - za próg domu nie wchodzi bez zaproszenia nikt.
Wiele razy tego doświadczyłem a tutaj w tym pensjonacie było to przesadnie przestrzegane - nawet boong,sługa hotelowy do wykonania czynności porządkowych kiedy nie otrzyma wyraźnego polecenia na wejście to gotów w postawie "stojąc" przestać i kilka godzin.
Tak w tym przypadku właścicielka pensjonatu Pani SH która towarzyszyła żandarmowi dodała mi "otuchy".A właściwie odwagi!
W czasie drogi wytłumaczono mi dopiero to całe nieporozumienie.
W Surabaji cała bazą zarządza marynarka wojenna,gdyż baza znajduje się na terenie marynarce podległym.Dowódcą bazy jest admirał i właśnie do Niego jestem wieziony.
Jeszcze jedno budzi moje zdziwienie - umundurowanie żandarma,nie wcale nie jest brudne i zniszczone,wręcz odwrotnie jest super eleganckie ale tyle "szamerunku" akselbantów jakie widzę na tym mundurze widzę pierwszy raz w życiu.
Naprawdę był to strojny mundur.
W gabinecie dowódcy tak jak w Halimie następuje wzajemne przedstawienie się jest ta różnica,że tej formułki dokonujemy sami bez tłumacza.
Grzecznościowo - nazwiska,krótka wymiana zdań o czas przyjazdu wypoczynek,samopoczucie i takie tam.
Gabinet dowódcy wyróżnia się jednak od tego w Halim jest naprawdę urządzony z przepychem.Poznam później inne pomieszczenia tego sztabu i w każdym pełna klimatyzacja.Cały ten kompleks koszar wybudowali Holendrzy a Ci jak poznałem to w Dżakarcie umieli dbać o swoje wygody.
W rozmowie uczestniczy również szef wojsk radiotechnicznych.
Na koniec spotkania zostaję poinformowany,że miejsce w pensjonacie mam zarezerwowane na stałe.Jest to miejsce centralne,mojego pobytu w Indonezji i z tego miejsca w miare potrzeb będę przemieszczał się do innych baz!
Nawet w czasie wyjazdu do innej bazy mogę tu pozostawić według uznania swoje rzeczy.W czasie pobytu mam do dyspozycji Jeep - a jednak sam mam być kierowcą i zostaje mi wręczony kluczyk od samochodu.
Do kluczyka zamiast breloczka zaczepiony jest dokument - przepustka "prawo użytkowania samochodu MARI".
Nikt nie pyta się - czy ja w ogóle umie prowadzić pojazdy mechaniczne.
W rozmowie z szefem wojsk zostaję poinformowany,że na potrzeby służbowe codziennie zostaje mi przyznany limit 5 l paliwa.
Tak przy tej okazji dowiaduję się,że w indonezyjskiej armii nie ma jak w naszej limitów kilometrowych ale limity paliwowe.To limitowane paliwo zostanie mi tankowane każdego dnia w bazie.
Zawsze jednak kiedy przyjadę i wyjadę z bazy w miejscu kontroli muszę odnotować czas.Na pytanie a gdzie garażować? słyszę a gdzie Pan zamieszkuje?
Samochód ma czarne tablice rejestracyjne,białe napisy MURI bez żadnych numerów i żółtą GARUDE oraz w lewym górnym rogu czerwono - biały prostokąt.To flaga Indonezji.
Samochodem mogę się poruszać tylko po mieście Surabaja.
Tego się nie spodziewałem.Nie ma również mojego lejtnanta.W razie konieczności mam się kontaktować z żandarmerią i otrzymuję stosowny numer.
I z tym numerem to wyszedł prawdziwy "numer".
Kiedy jednego razu będąc w pensjonatu i chcąc sprawdzić jak to działa zadzwoniłem - przedstawiając się z nazwiska i imienia jak mi kazano tym czynem o mało nie spowodowałem zawału u współmieszkańców jak po czasie pod bramę pensjonatu na sygnale "wpadł" w Jeep -ach a w nim paru żandarmów.
Więcej już "prób"nie organizowałem.A zapewniam przy tej pierwszej byłem trzeźwy!
Pozostaje nam ustalić jeszcze warunki sprowadzenia z portu sprzętu.Kiedy rozmowę kierujemy na ten temat okazuje się,że sprzęt jest już rozładowany lecz w czasie rozładunku uległa uszkodzeniu antena kabiny B - radiowysokościomierza!
Dalej słyszę wyjaśnienia jak do tego doszło.Nie chcę jednak tych wywodów słuchać i proszę abyśmy się udali w miejsce rozwinięcia tego sprzętu abym mógł ocenić co dalej robić.
Na pozycji stwierdzam - nie jest tak źle zniszczony został co prawda główny falowód oraz potencjometr sinusoidalny,pogięty reflektor anteny da się naprawić ale pozostałe uszkodzone elementy należy sprowadzić z Dżakarty gdzie znajdował się skład celny z zapasowymi częściami.
Sprowadzenie tego wszystkiego trwało prawie dwa miesiące.
Usprawnienie i rozwinięcie sprzętu to sam się teraz oceniam - był to naprawdę mój wielki sukces!Bo kiedy ja czekałem na dostawę uszkodzonych elementów i rozwijałem część C urządzenia okazało się,że zgotowano mi jeszcze jedną niespodziankę o której sami właściciele sprzętu nie wiedzieli - przed moim przyjazdem sami próbowali uruchomić zespół C ale do agregatów zapomnieli zatankować płyn chłodzący w wyniku czego uszkodzili gumowe uszczelki na cylindrach silnika.
Taką awarię w kraju załatwiały zakłady w Grudziądzu a tutaj do Grudziądza bardzo daleka droga.
W normalnych warunkach takiej awarii nie usuwa się na posterunku ale tutaj panują nienormalne warunki.Tutaj jestem tylko sam więc czekając jak nadejdą zamienne części wiedząc,że na składzie nie ma zapasowych zespołów decyduję - może uda mi się to naprawić!
I teraz dopiero doceniłem TYCH co ten kontrakt załatwiali - w zestawie części zamiennych w jakie wyposażono każde urządzenie jest tyle zapasowych części,że można by złożyć nowe urządzenie - tak myślałem w Dżakarcie przy rozwijaniu tamtego urządzenia ale tutaj zmieniłem zdanie na - DOBRZE,ŻE TYLE CZĘŚCI ZAMIENNYCH JEST W TYCH URZĄDZENIACH - TO MOŻE USPRAWNIĘ TEN AGREGAT!
Chyba miesiąc się z tą awarią męczyłem.
UDAŁO SIĘ!
Wprowadzenie sprzętu w gotowość do pracy odbyło się z wielką pompą.Tutaj każdej okazji nadaje się wysoką rangę.To coś tak na naszą narodową modę.
Z tej bazy leciało całe zaopatrzenia do Timoru a więc sprzęt pracował bardzo intensywnie nie rzadko 8 - 10 godzin na dobę.
Sprzęt pracował a ja razem z nim.Najgorzej,że pracował przeważnie nocą.Tak do mojej "królewskiej"kwatery zaglądałem bardzo rzadko.Ta właśnie intensywna praca wymusiła na mnie potrzebę usprawnienia klimatyzacji.
Pierwszą rzeczą którą zrealizowałem było zamontowanie w wozie naprowadzeń i wskaźników dodatkowych drzwi,nazwałem je przedsionkowymi.Każdy kto zamierzał wejść lub wyjść z kabiny musiał najpierw wejść do tego przedsionka i zamknąć za sobą pierwsze drzwi tzw. zewnętrzne,chwilę tam odczekać i dopiero mógł wejść do zasadniczego pomieszczenia z aparaturą.Zapobiegało to nadmiernemu napływowi zewnętrznego powietrza.W następnej kolejności zamontowane zostały typowe klimatyzatory.
Te przeróbki wprowadziły trochę luksusu ale pełnego w klimatyzacji nie było nigdy!
Tyle ciepła zewnętrznego i z wnętrza aparatury które pochłonął mój organizm na misji w Indonezji starczyło by dla całej kompanii radiotechnicznej w Lisewie Kaszubskim.
O tej mojej radiotechnicznej oraz o pozostawionych tam kolegach myślałem bardzo często szczególnie jak odbywały się loty i tu i tam kiedy na sprzęcie wszystko grało dowódca lub inżynier siadał na zewnątrz wozu z aparaturą i spoglądało się na niebo wypatrując wzrokiem tych którzy tam w pomieszczeniu z aparaturą byli prowadzeni i tu i tam w Lisewie właśnie wieczorami komary cięły "równiutko"wszystkich bez względu na rangę!
I to też nie pozwalało zapomnieć o Lisewie!

W następnym PENSJONAT


Ostatnio zmieniony przez tadeusz kadow dnia 12 Lip 2010 15:25 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Bolo Bolowy



Dołączył: 15 Kwi 2006
Posty: 12
Skąd: Bolesławiec

PostWysłany: 07 Lip 2010 18:51 pm    Temat postu: Daj Pan spokój Odpowiedz z cytatem

Panie Tadeuszu daj już se Pan spokój z tymi wypocinami bo nudne to jak flaki z olejem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Webmaster
Site Admin


Dołączył: 11 Mar 2006
Posty: 75
Skąd: Jelenia Góra

PostWysłany: 09 Lip 2010 12:18 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Proszę nie słuchać, a dla BOLO BOLOWY "żółta kartka" - proszę o trochę taktu.
_________________
Pozdrawiam
Tadeusz Betlej (tbet@nteria.pl)

Zapraszam również na http://www.wycieczki.ournet.pl
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Jerzy Antonowicz



Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 25
Skąd: Świnoujście

PostWysłany: 09 Lip 2010 19:06 pm    Temat postu: Wspomnienia Tadeusza Kadowa Odpowiedz z cytatem

Dla mnie te wspomnienia - są pasjonujące. Z niecierpliwością wypatruję kolejnych odcinków.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group