Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

W DRODZE NA KWARANTANNE

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 104
Skąd: wrocław

PostWysłany: 22 Kwi 2010 12:29 pm    Temat postu: W DRODZE NA KWARANTANNE Odpowiedz z cytatem

Jeszcze tylko załatwiam wszystkie formalności w dowództwie AURI i wraz z towarzyszącym mi oficerem jedziemy do hotelu po moje rzeczy.
Brak mi szczególnych dokumentów i wiedzy gdzie będę wykonywał swoją misję,dzisiaj jednak mam w ręku skierowanie i zezwolenie do przebywania w miejscowości Dżogdżakarta.
Jedziemy!
Pierwszy raz opuszczam centrum miasta.
Dotychczas zamieszkiwałem i przemieszczałem się w ścisłym jego centrum.
Zupełnie inne miasto.
Pierwszego dnia przy spotkaniu z Panem Jackiem P.wyjaśnił mi - Dżakarta to taka największa wioska świata.
Prawie 10 milionów mieszkańców,lecz tego nikt dokładnie nie wiedział.
Teraz oddalając się z centrum miałem wrażenie,że jedziemy zupełnie inną niż stołeczne miasto miejscowością.
Jedynie co wyróżniało się to twarda nawierzchnia jezdni - tak było w całej Indonezji.
Tylko trwałość jezdni i nic poza tym.
Jezdnia nie posiada wydzielonych chodników więc pieszy jest wszędzie,po jej prawej i lewej stronie,na środku.Pieszy stoi i idzie.Najczęściej jednak sprawia wrażenie że biegnie lub porusza się bardzo szybkim krokiem.Wszyscy gdzieś się spieszą.Większość zdecydowana do obnośni kupcy noszący na swoich barkach swój towar.
Znaczna liczba pieszych to przenośne bary - na ramionach przewieszony drąg bambusowy na którego jednym końcu zwisa jakiś kociołek a na drugim palenisko z żarem.Jeszcze nie chodziłem pieszo ulicami w Indonezji ale na sama myśl już nachodzi mnie troska - jak Oni się tak sprawnie poruszają? I nie wybiją jeden drugiemu oczu.
Ten nieład na jezdni potęgują riksze zwane tutaj BECIA.Siedzący z tyłu na siodełku kierujący a z przodu wygodne miejsce dla dwu pasażerów.W tym natłoku ruchu kierujący tym pojazdem wykazuje się maksimum sprawności.Zmienia kierunek jazdy w najbardziej nieoczekiwanym miejscu.
Są i pojazdy mechaniczne.Kierowcy pojazdów to prawdziwi PANOWIE jezdni,nie tylko używają klaksonów kiedy sami uznają za stosowne ale i sami ustalają zasady poruszania się na drodze.Wszyscy na wszystkich chcąc pierwszemu przejść,przejechać jezdnię pokrzykują na siebie i energicznie wymachują rękami.
Jednym słowem jest wesoło na podmiejskich ulicach.
Wszystkie domy zbudowane dość prymitywnie z mat bambusowych ale bardzo ściśle przylegają do siebie.
Przed wieloma tymi domami masa straganów sprawia wrażenie - każdy mieszkaniec tego miejsca prowadzi swój własny handlowy interes.
Przed niektórymi "stacjonarne"bary - stragany.
Więc zapachy niosą się po okolicy.
Daje się i to intensywnie odczuć i inne zapachy dochodzące z licznych kanałów.
Pan Jacek P. charakteryzując Dżakartę jako największą wioskę świata dodawał to taki -Amsterdam na Oceanii,tyle samo kanałów,tyle samo w nich wody ale w Amsterdamie kanały służą do innych celów,tutaj są po prostu kanałami ściekowymi.Widać w jednym miejscu tego samego kanału ktoś używa wody do obmycia się a niedaleko druga osoba wykorzystuje kanał do załatwienia potrzeb fizjologicznych.
Niektóre "domy"stoją na palach wprost nad kanałem.
Takie to dla mnie dziwne ale tylko tego pierwszego dnia.
Opuszczamy jednak stolicę i jesteśmy poza jej granicami.
Teraz gdzie okiem spojrzeć zielona równina.
Brak najmniejszego wzniesienia.Wszystkie drogi prosto.Tylko sporadycznie jakieś małe zakręty.
Poletka jak małe kwadraciki,jedne już obsiane,drugie dopiero nawadniane a na innych wykonuje się zbiory.
Jednak pora roku a trzy rodzaje prac na roli.
Przy sadzeniu i zbiorach widać pracujące wyłącznie kobiety.Pochylone w pokłonie jak gdyby ziemi za plon oddawały szacunek.Przy omłotach tylko mężczyźni poganiają chodzące w koło bawoły.
Późne popołudnie żar z nieba ale praca w polu trwa.
Przejeżdżamy przez kolejne wsie - wszystkie podobne jedna do drugiej.Wszystkie jednakowe domy zbudowane z bambusowych mat.
Widać również takie jak w Dżakarcie stacjonarne "Bary".
Towarzyszący mi oficer właśnie przed jednym z takich "barów"zarządza zatrzymanie samochodu.
Proponuje mi wypicie jakiegoś napoju.BAR przydrożny,w maleńkiej Indonezyjskiej wiosce a do napicia Pepsi,Fanta,soki mandarynkowy,ananasowy jakieś owoce a do tego można dostać napój zmrożony lub do naczynia LÓD.
Wymawiam się wypiciem napoju w przydrożnym BARZE,pamiętam słowa jakie w zakładzie medycyny tropikalnej kierowała Pani doktor.
Fakt faktem był tam LÓD choć we wsi nie było elektryczności.W przyszłości nie spotkam Baru w którym nie było by chłodnych napojów!
Nasz postój wywołał nie lada sensację i za jakąś chwilę samochód otoczony zostaje przez gromadkę dzieci.Ich ilość zwiększa się bardzo szybko i do nich dołączają dorośli.
To jednak nie samochód wzbudził sensację mieszkańców wioski lecz moja skromna osoba.Czułem jak jakiś OKAZ NA POKAZ.Odnosiłem wrażenie - specjalnie towarzyszący mi oficer chciał się pochwalić KOGO TO MOŻE POKAZAĆ!
Było mi bardzo głupio.Musiałem się jednak trzymać dzielnie a moje wyobrażenie podpowiadało -jest tak samo jak by w Piotrkowicach /to miejscowość mojego urodzenia,też wioska tylko w Polsce przyjechał Indonezyjczyk wzbudził by takie same zainteresowanie jak ja TUTAJ/.
Tam jednak otaczający mnie dzieci wołali KASI TUAN a ja tego zawołania jeszcze nie znałem.
Znacznie później dowiem się znaczyło to PROSZĘ PANA w znaczeniu jak ktoś prosi o jałmużnę.
Potęgowanie tego zawołania spowodowało,że oficer zarządził odjazd.
Przez cały czas tego prezentowania mnie nie wychodziłem z samochodu!
W czasie jazdy z towarzyszami podróży /około 3 godziny jazdy/nie zamieniłem ani słowa.A kiedy nasz wzrok spotykał się przesyłaliśmy sobie uśmiech.
Wiozący mnie oficer nie znał POLSKIEGO a ja INDONEZYJSKIEGO i była to jedyna CICHA podróż w czasie mojego pobytu w Indonezji.Po powtórnym spotkaniu w AURI zwróciłem na to uwagę i przyznaję słowa dotrzymano.
Wieczorową porą docieramy do miejsca przeznaczenia.
Od tego wieczora przez siedem dnia kwaterował będę w Mess AURI.

W następnym NA KWARANTANNIE
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group