Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

POWITANIE

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 104
Skąd: wrocław

PostWysłany: 14 Kwi 2010 12:20 pm    Temat postu: POWITANIE Odpowiedz z cytatem

Czym bliżej celu tym częściej nachodzą mnie myśli "jak ja tam wyląduję" i wcale nie mam na uwadze - jak piloci posadowią na płycie lotniska samolot ale jak JA PIERWSZY RAZ POSTAWIĘ SWOJĄ NOGĘ NA OBCEJ ZIEMI.
Teraz, u kresu podróży przychodzi rozważanie decyzji o "skutkach tej zgotowanej mi przez przełożonych niespodzianki".
Przypominam sobie jak w czasie pożegnania w Warszawie kierujący mnie skierował słowa - kierujemy WAS,bo mamy przekonanie,że WASZE specjalistyczne umiejętności,wiedza i wyszkolenie jakie POSIADACIE a nade wszystko ZASŁUGI które osiągnęliście w eksploatacji nowego sprzętu dają gwarancję,że powierzone WAM zadanie WYKONACIE - dodając jednocześnie - MIMO TRUDNOŚCI KTÓRE MOŻECIE TAM SPOTKAĆ!"
W tedy tam w Warszawie słowa te wydawały mi się zwykłymi banałami,okólnikami,które nie jeden raz już z ust przełożonych przyszło mi wysłuchiwać.
U kresu podróży przypomniałem je sobie!
Koniec jednak rozmyślań i rozczulania się nad sobą.
Koniec rozmyślań bo i stewardesy rozpoczęły roznosić dokumenty do wypełnienia.O tych dokumentach też nie miałem "zielonego"pojęcia.Zwały się one "Deklaracja Celna".Miłe Panie naturalnie informują o celu ich wypełnienia - dla mnie trudność w tym,że informacje te przekazywane są po angielsku,Panie mają przekonanie - angielski muszą znać wszyscy na pokładzie więc budzi zdziwienie jakie powoduję tłumacząc,że proszę o przetłumaczenie treści dokumentu na rosyjski lub niemiecki.
Myślę,że z tego o co ich proszę rozumieją tyle co ja z zapisu w języku angielskim na dostarczonej mi deklaracji celnej.
Dobry los jednak czuwa nade mną, do lądowania jest jeszcze ze dwie godziny,zabieram się więc za podręczny słownik Polsko - angielski który wykorzystując jako poradę z miesięcznika KONTYNENTY zakupiłem w Warszawie /tak nawiasem to miałem jeszcze parę takich wydawnictw typu ROZMÓWKI /.
Kłopot w tym,że wspomniany słownik i ROZMÓWKI jakie posiadałem zawierały zwroty i sytuacje kiedy miałbym się znajdować w restauracji,kinie,na ulicy itp a ja miałem wypełnić ściśle określony dokument.
Zwrotów jakie dokument ten zawierał w "słowniku ani w rozmówkach"trudno było mi się doszukać !
Czas lotu mijał a ja nadal trzymam w ręku nie wypełnioną "deklaracje celną".Zacięcie wertuję kartki "słownika i ROZMÓWEK".Mam chyba bardzo zatroskaną minę.
A może głupią ?
Z tej trudnej dla mnie sytuacji wybawia mnie pasażer - sąsiad.Okazuje się,że zna język niemiecki.
Mój wybawca jest obywatelem Indonezji i wyjaśnia mi,że niemiecki język jest w Jego kraju bardzo popularny.
Tego mogli mnie w warszawie nauczyć !
POKONAŁEM PIERWSZĄ TRUDNOŚĆ - KTÓRA MOGŁA MNIE SPOTKAĆ!
Jeszcze nie wiedziałem ile ich przede mną!
Odetchnąłem, deklaracja wypełniona i mogę być spokojny.
Całe szczęście!
W oddali na horyzoncie widać brzegi lądu.Według informacji personelu nadlatujemy nad Jawę.
Za 30 minut będziemy lądować!
Choć deklaracja wypełniona lecz mnie wcale nie jest lepiej.Myślami jestem na płycie lotniska.Wiem,że tam czekać na mnie będzie przedstawiciel CEKOP-u rezydujący w Biurze Radcy Handlowego.
Wiem jak się nazywa mam numer telefonu do Biura Radcy "w razie potrzeby" i to wszystko.
Zawsze jest tak,że wszystkie trudności piętrzą się w ostatniej chwili - i raptem przypominam sobie,ze właśnie - "w razie potrzeby" niem mam środków pieniężnych do telefonu.Po tym okaże się,że zdecydowana większość budek telefonicznych w Dżakarcie są na karty telefoniczne.
Mój wybawca próbuje nawiązać ze mną rozmowę.Leci z Bombaju,jest plantatorem kauczuku.Myślę,że jest trochę zdziwiony brakiem mojego zainteresowania prowadzeniem dialogu albo myśli co innego.
Ja jednak wiem swoje "mam unikać nawiązywania przypadkowych znajomości"!To właśnie ostrzeżenie"nawiązywania przypadkowych znajomości"które tak często w Łodzi przekazywano było NIEPOTRZEBNE.
W przyszłości doznam wiele serdeczności ze strony "przypadkowych znajomości".
INDONEZYJCZYCY OKAŻĄ SIĘ BARDZO SERDECZNYMI I PRZYJAZNYMI!
Wreszcie lądowanie.W ostatniej chwili wręczono nam dyplomy ukończenia lotu i breloczki CSA.
Żegnam pokład samolotu jako coś bardzo mi w tej chwili bliskiego.
Po otwarciu samolotu na jego pokład wpada strumień gorącego powietrza.Myślę - to wynik wyłączenia klimatyzacji.
Byłem w błędzie to nie wyłączona klimatyzacja.
Tak będzie przez najbliższe dni i miesiące - tak wita mnie klimat Indonezji.To TROPIK!Nie miałem o tym pojęcia!
Wczesne popołudnie a temperatura jak informują termometry na dworcu terminala plus 37,5 stop,nie daję wiary "na pewno uszkodzony".
Od płyty żar jak z hutniczego pieca ale co to? - choć płyta asfaltowa ale asfalt nie przylepia do butów!
Nie pływa jak w Słupsku przed dworcem kolejowym!

Asfalt!
Taka głupota nachodzi mnie na powitanie - TEN ASFALT OPRÓCZ ŻARU JAKI LEJE SIĘ Z NIEBA a myślałem o czymś zupełnie innym!
W przyszłości zwiedzę wiele miejsc na Jawie,Sumatrze będę również na Bali ale nigdzie nie spotkam na drodze "płynnego asfaltu"!
Na poznawanie Indonezji i dalsze refleksje przyjdzie jeszcze czas,dodaję w myślach.
Teraz muszę myśleć jak przekroczyć GRANICĘ!!
A co będzie jak na powitanie nie przybędzie Pan Jacek P.?- nachodzą mnie wątpliwości.
Zaraz sobie dodaję - nie to przecież to nie możliwe!
Dworzec w Dżakarcie do wspaniały okazały budynek.W jego wnętrzu widać,że Warszawskie Okęcie z jego barakiem to - przepraszam za określenie jakie szybko mi się nasunęło - stodoła.
Pełna klimatyzacja.Nieodczuwalna panująca na zewnątrz temperatura.Pocieszam się - w Warszawie nie potrzeba na dworcu lotniczym klimatyzacji bo nie ma takich jak tu na zewnątrz temperatur.
Wszędzie czyściutko.Pełno ławek dla pasażerów lecz również pełno policji.
Kieruję się w kierunku do wyjścia - PASAŻEROWIE NIC DO OCLENIA!
To był mój pierwszy błąd.Była to jednak prawda.W deklaracji deklarowałem - NIC DO OCLENIA i jak mnie poinformowano jeszcze na pokładzie do bramki z takim napisem miałem się udać!
Nie zdawałem sobie jednak sprawy - przechodząc taką BRAMKĄ znajdę się poza budynkiem dworca lotniczego.
Taka jest konsekwencja o tym wie teraz każdy pasażer linii lotniczych.
Miało to takie konsekwencje,że nie spotkałem oczekującego na mnie Pana Jacka P.
Pan Jacek oczekiwał na mnie w holu głównym i tylko JEGO inicjatywie zawdzięczam swoje odebranie mnie z dworca.
Na tę chwilę przed wyjściem z terminala "PASAŻEROWIE NIC DO OCLENIA' czekałem prawie DWIE GODZINY.BITE DWIE GODZINY czekałem w rozterce i przyznaję byłem na skraju rozpaczy.Sprawdziły się moje rozmyślania w samolocie "co będzie jak....?"
Pan Jacek P.sam przejął moje poszukiwania.Jak opowiadał sprawdził czy w ogóle przyleciałem a utwierdziwszy się,że dotarłem znalazł mnie biedaka.
Pamiętam jak wyglądałem lecz nie chce tego wspominać!
NIE MA SIĘ CZYM POCHWALIĆ.
Najważniejsze było to - PO PERYPETIACH W DŻAKARCIE DOTARŁEM DO INDONEZJI!
Jedziemy do hotelu INTER INDONEZJA tam przez dwa dnia mam być zakwaterowany.Mam się nie martwić o pokrycie kosztów zakwaterowania wszystko w standardzie jest opłacone.Sam nie wiem co oznacza pojęcie "w standardzie"ale wstyd mi się dowiadywać.Efekt tego poznam właśnie po tych dwu dniach.Standard dla mnie znaczyło podstawowe warunki pobytu.Dowiem się później - mogłem sobie pozwolić na coś więcej.Chyba największe zdziwienie obsługi hotelowej wzbudziłem wykazując chęć własnoręcznego wyprania osobistej bielizny.
Dalej nie będę się "chwalił"!
Moje większe zdziwienie wywołała wyłącznie męska obsługa hotelowa.
Kelnerzy,pokojowi,obsługa piętra,wind wyłącznie mężczyźni.
Wyłącznie mężczyźni lecz wyróżniały ich nieskazitelnie czyste uniformy służbowe - białe spodnie i kurtki i tylko kolorowe wypustki na mankietach i pagonach wskazywały na rangę każdego z nich.
Ogólnie zawsze nazywano ich BOONG.W tym hotelu w obuwiu lecz w przyszłości w innych hotelach lub pensjonatach będą występować boso.
Zawsze gotowi na każde zawołanie.Dowiem się po czasie dlaczego taka liczna jest ta obsługa hotelowa.Pracują za darmo - za dzienne wyżywienie i to co otrzymają od hotelowych gości.Nigdy jednak nie spotkałem wyciągających rękę!
Pierwsze moje nauki życia właśnie w Indonezji przekazał mi Pan Jacek P.Byłem mu wówczas i obecnie bardzo wdzięczny.Przyznaję przyjmując je do wiadomości ustrzegłem się, wiem to na pewno wielu wpadką.
Do najbardziej humorystycznej sytuacji doszło kiedy tłumaczył mi ja tutaj śpi się - nie ma kołder czy innych nakryć śpiącego ale każde łóżko ma termitierę oraz obowiązkowo obleczony wałek który śpiący na noc wkłada sobie między nogi by ustrzec go przed nadmiernym poceniem.U pokojowego można zamówić sobie dodatkowe prześcieradło.
Kończymy rozmowę!
Jutro przyjedzie po mnie i zawiezie mnie na spotkanie z Radcą Handlowym naszej ambasady i tam zapadnie decyzja na temat mojej kwarantanny i dalszego wykonywania moich obowiązków.
Przespałem wieczór i przespałbym i cały następny dzień gdyby nie zapowiadane wczoraj przybycie Pana Jacka P.
Zaskoczony był spotkaniem mnie jeszcze śpiącego - ja po prostu nie mogłem się obudzić.
W biurze krótkie spotkanie z Radcą.Wszystkie inne szczegóły już mam załatwiać z Attache.
Mam tzw.żółtą książeczkę w której notowane są wszystkie szczepienia obowiązujące w tropiku i choć w Warszawie już niektóre otrzymałem tutaj obowiązują jeszcze inne przepisy i muszę otrzymać dodatkowe szczepienia.Nie protestuję i jedziemy do odpowiedniej placówki.Po wykonaniu szczepienia mam 7 dni być poddany kwarantannie i po niej zjawić się na kontrolę.Jednocześnie w tym czasie wykonuję zdjęcia i razem udajemy się do dowództwa AURI /Dowództwo Wojsk Lotniczych Republiki Indonezji/ celem spotkania z odpowiednimi oficerami z którymi przyjdzie mi współpracować.Wyrobią mi tam też stosowne dokumenty upoważniające do przebywania na terenie obiektów AURI.
Dowiaduję się również o miejscu w którym będę odbywał obowiązkową kwarantannę.
Jutro rano do hotelu przyjedzie oficer który zawiezie mnie do pensjonatu będącego w dyspozycji AURI i tam spędzę 7 dni kwarantanny.Pensjonat znajduje się 60 km od Dżakarty w miejscowości Dżogdżakarta /Stara Dżakarta/.


W następnym W DRODZE NA KWARANTANNE
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group