Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

CZAS PO "MROZIE" i po mrożnej zimie!

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 104
Skąd: wrocław

PostWysłany: 25 Sty 2010 12:23 pm    Temat postu: CZAS PO "MROZIE" i po mrożnej zimie! Odpowiedz z cytatem

Już w czasie pogrzebu kpt.Stanisława Obecnego dało się słyszeć,że "misja"jaką wykonała komisja generała Mroza nie skończyła się na odprawie ją podsumowującą a NAS wszystkich jak to zostało w "dołach"- nazwane "czekają wielkie przetasowania i moc niespodzianek".
W sztabie batalionu zaczęto już ustawiać "nowych ludzi na nowych stanowiskach".Jeżeli by wierzyć tym wszystkim "pewnym"jak to głoszono informacją to ze sztabu na swoim stanowisku pozostał by tylko kierownik tajnej kancelarii bo tylko ON uzyskał w czasie inspekcji ocenę dobrą.
Bardziej doświadczeni a do nich zaliczałem zawsze kpt.Zenona Oczkowskiego dowódcę 281 i kpt.Eugeniusza Barana dowódcę 283 kompanii radiotechnicznej /teraz tylko wspomnę - Ci oficerowie zawsze mieli SWOJE ZDANIE i przyznaję,że za "chwilę" kiedy zostanę wyznaczony na dowódcę 285 kompanii radiotechnicznej starałem się ICH wiernie naśladować a w 281 kompanii przez miesiąc czasu zdobywałem dowódcze szlify.W przyszłości trwaliśmy razem i w batalionie nazywano nas "świętą trójcą",kazali być ostrożniejsi w wyciąganiu wniosków.
Pozostawał jednak fakt,że obowiązki dowódcy zaczął pełnić mjr nawig.Eugeniusz Granat - dotychczasowy szef sztabu batalionu.
Właśnie z tą osobą, starsi służbą oficerowie w tym wspomniani dowódcy kompanii nie wiązali spełnienia nadziei na osiąganie w przyszłości lepszych rezultatów przez nasz batalion.Właśnie w czasie inspekcji najgorsze wyniki osiągnęły służby bezpośrednio szefowi sztabu podległe.
Taka rozpolitykowana przez doły personalna dyskusja "kto kogo, kiedy i na jakim stanowisku ma zastąpić" trwała bardzo krótko i myślę,że było to okres jakiś 2-3 tygodni.
W tym czasie do Lisewa Kaszubskiego też docierała tych dyskusji wysoka temperatura i my również chcieliśmy "swoich faworytów"przy okazji posadzić na odpowiednich stanowiskach w sztabie batalionu.Więcej jednak było w tych dywagacjach żartów niż naszych poważnych rozmyślań.W naszej kompanii mieliśmy przecież plut.Edwarda Plichtę którego szwagrem był kpt.Kowalski,szef łączności batalionu i dobrze poznaliśmy "na własnej skórze"co dają takie koligacje.
Praktycznie naszym marzeniem było aby żar tych wszystkich dyskusji potrafił spowodować stopnienie zalegającego w wąwozach śniegu.
Tego jednak nie dało się uczynić więc "realista"w życiu por.Marian Kozik,nasz dowódca kompanii przez czas "zażartych" sporów jakie toczono w sztabie każdego dnia sprowadzał nas na ziemię wysyłając w znane nam miejsca do przekopania tunelu.
I aby nas odpowiednio zmobilizować do wykonania tego zadania dodawał "wam chłopcy /miał taki zwyczaj,że do wszystkich żołnierzy tak się zwracał CHŁOPCY i było to wyrazem szacunku,tylko swojego zastępcę ppor.Stanisława Czyżewskiego i mnie wyróżniał zwracając się PANIE PORUCZNIKU/,jeszcze raz - Wam chłopcy, to teraz dotyczyło nas podoficerów i oficerów kompanii - jeszcze dokładnie jajka nie obrosły abyście w takich dyskusjach mogli brać udział, więc bierzcie też po łopacie i nie oszczędzajcie się przy przekopywaniu wąwozu.
W przeciwnym razie Pani Krystyna,to żona ppor.Jurka Kaźmierczaka,
która spodziewała się dziecka urodzi je nie w Wejherowie a w Lasowie i dziecko będzie miało wiejskie pochodzenie.
Miał chyba rację bo wreszcie przekopaliśmy ten nieszczęśliwy tunel,Jurek mógł swoją żonę odwieź do szpitala a my zamierzaliśmy ten sukces w swoim gronie jakość uczcić.
Ze sztabu batalionu nadchodzi telefonogram wzywający dowódcę,zastępcę i mnie na odprawę.
Przed wyjazdem kiedy byliśmy sami słyszę od swojego dowódcy - Panie poruczniku niech się Pan nie zgadza - nie wyjaśnia mi jednak na co mam się nie zgadzać a i ja nie miałem zamiaru tego dochodzić.
Nic złego jeszcze się nie stało a jednak kiedy na drugi dzień rano o 5 jedziemy na odprawę wszyscy milczymy.Na stacji w Wejherowie dołączają,zresztą ja zawsze oficerowie 283 jej dowódca kpt.Eugeniusz Baran,dowódca "dużej",mój odpowiednik por.Kazimierz Biernacki.
Zawsze wsiadając w Gdyni rezerwowali dla nas miejsca w przedziale i tak do Słupska grywaliśmy w bardzo modną na Kaszubach grę w karty - BAŚKĘ a kiedy wracaliśmy z odprawy i jak była okazja a czasami nawet jak jej nie było to dla "podratowania" nastroju wychylaliśmy też coś TAM!
W czasie jednak tej podróży gra nam się nie układa obaj dowódcy często choć byli niepalącymi wychodzą z przedziału.
Po takim jednym wyjściu mój dowódca przekazuje mi prośbę kpt.Barana,że ten chce ze mną porozmawiać kiedy udaję się na korytarz z usta kpt.Barana dowiaduję się,że przeniesiony zostaję na stanowisko dowódca 285 kompanii w miejscowości DARSEWO-DARŻEWO i ONI tzn kpt.Baran i por.Kozik gorąco mi to odradzają.Jednocześnie wyjaśnia mi,że wiadomość jest pewna na 100%.
Do Słupska już milczymy wszyscy jak zaczarowani.
Na miejscu w sztabie sensacja goni sensację nawet na sali odpraw jest napalone we wszystkich czterech trociniakach i cieplutko jak w piekle ale to tylko z mojej strony przenośnia.Z terenu tylko dziwujemy się dlaczego tak ciepło napalone i żartujemy 'TO JEDNAK MRÓZ ZAŁATWIŁ".
Teraz widać,że ludziom ze sztabu daleko do żartów.Na poprzednich odprawach tacy skorzy dworować z terenu a teraz prezentują posępne miny.
Rozpoczyna się odprawa i pierwszy raz widzę na "swoje"oczy dowództwo naszego korpusu na czele z dowódcą gen.bryg.pil.Tadeuszem Krepskim.
Teraz wertuję kogo nie ma i kto jest nowy.
O zasługach jakie batalion miał w czasie inspekcji już wspominałem więc nie ma sensu wspominać słów jakie padały ze strony występujących ze sztabu korpusu oficerów.
Na zakończenie odprawy wystąpił dowódca korpusu który NAPRAWDĘ tylko przedstawił nam nowe dowództwo batalionu:

- cz.p.o dowódca - kpt.Zbyszko Dorszewski
- szef sztabu - mjr Janusz Łopaciński
- zastępca d/s liniowych - mjr Edmund Dominiak
- dowódca SD brt - por.Czesław Dembek

zmiany nastąpiły jeszcze na stanowisku zastępcy d/s politycznych,por.Zdzisław Radziwonka zastąpiony został czasowo przez pot.Stefana Tracza a dowódca 285 kompanii i właśnie przez moją osobę.
Wspominam było tak naprawdę,mało nie straciłem przytomności kiedy usłyszałem swoje nazwisko.
W najśmielszych myślach nie liczyłem na to a uprzednie wypowiedzi mojego dowódcy i kpt.Barana zaliczałem do tych obiegowych plotek.Z drugiej strony z moim obecnym przełożonym współpracowało mi się bardzo dobrze,nie bez znaczenia było również i to,że w roku poprzednim bez zgody przełożonych ze sztabu batalionu,rozpocząłem studia wieczorowe na Politechnice Gdańskiej.
Jednak moje "przyćmienie świadomości" głównie spowodowane było chyba tym że kiedy sobie uzmysłowiłem gdzie znajduje się 285 kompania radiotechniczna to na myśl przyszło mi tylko jedno jedyne porównanie - jeżeli Lisewo Kaszubskie w żołnierskim żargonie nazywane było jako KOŻEDO,to taka mała wyspa na Oceanii to położenie DARSEWO-DARŻEWO nazywane było przez nas KRAINĄ KSIĘŻYCA.
Więc w moich myślach wszystkie myśli kłębiły się tylko NIE,NIE,NIE DO DARSEWA-DARŻEWA.
Myśli to jednak jedno a działania przełożonych mogą jednak całkowicie spacyfikować.
Od NOWEGO dowódcy batalionu dowiem się,że mam wracać do kompanii Kozikowi przez miesiąc czasu pomóc po tym terminie na miesiąc do Oczkowskiego i do DARSEWA.
A żadnej innej decyzji mam się nie spodziewać a rozkaz ma być wykonany bo .... no właśnie ...i tego mi już nie wyjaśnił.
Ze strony kolegów żadnych gratulacji a tylko sugestie no,no Kadow tyle dobrego o Tobie tutaj słychać,wreszcie będzie coś innego co zaćmi Twoją sławę.
Przyznaję nie jeden raz na odprawach potrafiłem upomnieć się"o teren"i wielu zawistnych którym dokuczyłem chętnie widziało by mnie na gilotynie!
Żal mi było LISEWA w które tyle serca włożyłem.
Żal mi było ppor.Jaroszewskiego,Kurka,Ziółkowskiego moich podwładnych i wreszcie ppor.Fabiana Brzozowskiego z którym stanowiliśmy podwaliny pod posterunek radiotechniczny w Lisewie.
A i bałem się DARSEWA-DARŻEWA które jako kompania zawsze oceniane było najniżej w batalionie.


W następnym"GÓRY"PAPIERU I MORZE ATRAMENTU.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group