Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

"GÓRY"PAPIERU I MORZE ATRAMENTU

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 104
Skąd: wrocław

PostWysłany: 27 Sty 2010 11:25 am    Temat postu: "GÓRY"PAPIERU I MORZE ATRAMENTU Odpowiedz z cytatem

Kompania radiotechniczna to w oczach służących w niej żołnierzy a szczególnie żołnierzy zawodowych to tylko jeden z pododdziałów macierzystej jednostki.
Najpierw Samodzielnego Batalionu Radiotechnicznego,następnie Pułku Radiotechnicznego i wreszcie Brygady Radiotechnicznej.
Rozumienie takie jednak w oczach naszych przełożonych było pojęciem znacznie szerszym - była to bowiem w ICH znaczeniu jednostka IM podległa którą należało:instruować,kontrolować i nadzorować,organizować i przydzielać dla NIEJ zadania a wszystkie niepowodzenia sztabu cedować na teren.
A jak najłatwiej można takie zadania było wykonać? - najłatwiej takie zadania wykonywało się pisząc stosowne WYTYCZNE,ZARZĄDZENIA I ROZKAZY.
Zapomniałem już kto to powiedział ale słyszałem takie powiedzenie - aby zatrudnić nowych pracowników nie trzeba tworzyć stanowisk w dziedzinie produkcji wystarczy dać każdemu nowo zatrudnionemu "GÓRĘ PAPIERU I MORZE ATRAMENTU" a każdy z nich "wyprodukuje stosowne zarządzenie o zarządzeniu,wytyczne o wytycznych,sprawozdanie o sprawozdaniu itp."
Tak właśnie było w kompaniach radiotechnicznych.
W kompanii był etat "pisarz kompanii" - podoficer zawodowy.
"Pisarz" a nie żaden "kierownik kancelarii".
Najdziwniejsze,że dla takiego stanowiska nie było w budynkach żadnego pomieszczenia.Więc w każdej kompanii "sposobem gospodarczym" wyodrębniano kosztem innych pomieszczeń "kąciki" kancelaryjne.
Pierwotnie i w mojej kompanii dowódca i pisarz "urzędowali w jednym pomieszczeniu.
Ten "Pisarz"wszystkie dokumenty musiał "pisać" ręcznie.Pierwszą maszynę do pisania kompania otrzymała w pierwszej połowie lat 1960.
Na rzecz utrzymania tego stanowiska pracowali wszyscy szefowie służb sztabu.
W sztabie batalionu funkcjonowały dwie samodzielne kancelarie - tajna i jawna a w nich dwaj kierownicy i po jednej pomocy kancelaryjnej.
I OBAJ uzurpowali sobie "władzę"nad kompanijnym pisarzem śląc mu również wytyczne i zarządzenia o sposobie działania kancelarii.
Były co prawda okresy mniejszego i większego nasilenia twórczej radosnej biurokracji.
Nasilały się jednak ONE bardzo właśnie po wszelkiego rodzaju kontrolach jakie przechodziła kompania.
Po wizycie "KOMISJI MROZA" doszło do dziwów nad dziwami.
Nazwaliśmy to - dostali tam /tzn.w sztabie/ rozwolnienia - w wojskowej gwarze określenie to brzmiało znacznie dosadniej.
Od tego czasu na wszystkie wykonywane czynności w kompanii należało wykonywać PLAN REALIZACJI ZAMIERZEŃ!
W "planie"tym należało dokładnie wykazać - co,gdzie i kiedy oraz kto i jakimi środkami ma to wykonywać,naturalnie dokładnie określając czas wykonania przedsięwzięcia.
To jedno "zarządzenie" które wpłynęło do "kompanijnej "kancelarii już z naszego powodu spowodowało lawinę biurokratycznej twórczości.
Po wykonaniu takiego planu przesyłano go jako pismo do zatwierdzenia przez dowódcę batalionu i po zatwierdzeniu PRZ jak w skrócie zaczęliśmy ten dokument nazywać,naturalnie z odpowiednim kolejnym numerem - PRZ Nr....wracał do kompanii.
Teraz my w kompanii wymyśliliśmy,że do takiego planu należało "wysmażyć"w kompanii stosowny dokument zawierający "zestawienie potrzebnych środków i materiałów"zabezpieczających wykonanie zadań zawartych w PRZ i ZATWIERDZONYCH już przez dowódcę batalionu.
Najczęściej otrzymywaliśmy odpowiedź - zadanie nie ujęte w planie zadań rocznych i może być zrealizowane w następnym roku kalendarzowym".
Teraz my aby bronić się przed zarzutem - braku operatywnego działania -meldowaliśmy - z braku środków zadanie zawarte w PRZ Nr. ... nie może być zrealizowane.
Taka korespondencja w sprawie jednego "zadania" na linii batalion - kompania trwała czasami rok.
To była prawdziwa papierowa twórczość tylko dla samej twórczości bo najtrudniejsze zadania nawet bez środków mających być dostarczonymi przez poszczególne służby i tak sposobem "gospodarczym"przez kompanię była realizowana.
Oglądając się tylko na pomoc służb sztabu kompania "zginęła by z powierzchni odpowiedzialności powietrznej.
Jeszcze to opiszę!
Rzadko jednak ze strony tych szefów służb wysiłek kompanii był doceniany chociaż przyznaję i tutaj były wyjątki.
Jednak wracam do drugiego "księżycowego"przykładu biurokracji.
W komisji inspekcyjnej byli również oficerowie posługujący się nowoczesną wiedzą.
Jako jedno z zasadniczych zadań usprawniających procesy dowodzenia i osiągania wyższych stanów gotowości bojowej komisja postawiła zadanie "przepracowania całej dokumentacji osiągania
gotowości bojowej na system PERT - pearl".
Na końcowej odprawie co to za system oraz jak ta dokumentacja ma być wykonana nikt z oficerów sztabu nie potrafił nam wyjaśnić.
W sztabie w tym czasie pełnił służbę na stanowisku - kierownik sekcji radiolokacji jedyny oficer z wyższym wykształceniem,absolwent WAT por.inż.Paweł Skoczylas - mój kolega - który to zalecenie skwitował jednym krótkim zdaniem "p....... o się w głowach".
Za parę dni w sztabie usiłowano nas przeszkolić i wyjaśnić system PERT.
Z tego co zapamiętałem system ten wprowadza tzw ścieżkę graniczną czasu wykonywanej czynności.
Ten system wprowadził w dokumenty bojowe dziesiątki niepotrzebnych nikomu załączników i tzw.płacht dokumentów.
Opracowując jedno zadanie w takim "planie"należało wykazać dziesiątki pośrednich czynności oraz przypisać stosownie potrzebny do wykonania czas.
Na przykład - dokumenty na czas wyjścia patrolu w rejon patrolowania w czasie osiągania WSGB składały się z dwu arkuszy papieru o formacie A2 i taki dokument musiał mieć każdy członek patrolu.
Dokumenty WSGB teraz składały się z trzech teczek a każda o znacznej objętości.
Całe szczęście,że ta bezsensowna biurokratyczna twórczość w dokumentach bojowych miała krótki żywot.
Napsuła nam jednak w kompanii krwi oj napsuła.
Rocznie do kompanii napływało około 700 pism jawnych i niejawnych a "nasza"kancelaria w odpowiedzi "produkowała tyle samo.
Jadąc na comiesięczną odprawę jeden z nas uczestników jechał zawsze uzbrojony i ze specjalną teczką na przewóz dokumentów niejawnych.Wracając była ONA pełna "wytycznych,zarządzeń,rozkazów i pism przewodnich".
Kompania z terenu przesyłała swoje dokumenty przez pocztę specjalną KP MO.
Biurokracja a nie praca bojowa to była najtrudniejsza dziedzina służby w kompanii radiotechnicznej.Mówię to poważnie!
Nad przestrzeganiem zasad biurokracji nadzór etatowo pełniło dwu oficerów kontrwywiadu oraz "inspektor ochrony tajemnicy",że nie wspomnę o wszystkich "odwiedzających"kompanię oficerów nadrzędnych sztabów.


W następnym NA BOJOWY DYŻURZE
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group