Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

cd.WSPANIAŁEJ PRZYGODY - RZYM I WARSZAWA

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 104
Skąd: wrocław

PostWysłany: 13 Wrz 2010 17:13 pm    Temat postu: cd.WSPANIAŁEJ PRZYGODY - RZYM I WARSZAWA Odpowiedz z cytatem

Ponieważ moje przyjacielskie kontakty z linią CSA po przylocie do Kairu uległy jak by powiedzieć rozwiązaniu musiałem szukać nowego przewoźnika i wówczas bardzo szybko przystałem na propozycję moich współmieszkańców z pokoju aby dokonać tego liniami Air Italia.
Linie te bardzo często odbywały rejsy na tym kierunku.
Chyba nawet jak pamiętam kilka razy dziennie.
Pobierając niskie ceny ,były nawet loty o bardzo wczesnych godzinach lotu.
Właśnie mając na uwadze te koszta zafundowałem sobie lot bardzo wczesną porą i Rzym powitałem skoro świt.
Przywitanie nie należało jednak do przyjemnych a wszystko rozpoczęło się kiedy celnicy spostrzegli u mnie zawieszony na szyi aparat fotograficzny.
Aparat ten kupiłem jeszcze w Indonezji i zupełnie o nim przy wypisywaniu deklaracji celnej zapomniałem.
Dotychczas na wszystkich liniach lotniczych którymi odbywałem lot deklaracje rozdawano pasażerom na pokładzie samolotu a tutaj dopiero odbierało się i wypełniało je przed wejściem do komory celnej.
No i rozpoczęło się!
Zaraz skierowany zostałem do szczegółowej kontroli razem z całym moim majdanem.
Po przeglądzie kiedy nic innego wymagającego zgłoszenia nie znaleziono rozpoczęto procedurę wyjaśnia, o cel podróży,miejsce międzylądowania,czas tam przebywania i takie tam sprawy.
Największe jednak zainteresowanie celników wzbudziło to - dlaczego z Dżakarty mając bezpośrednie połączenie liniami CSA którymi rozpocząłem podróż nie leciałem do Warszawy lecz robiłem sobie takie przerwy i no ten nieszczęsny aparat po co i dlaczego był mi potrzebny.
Był to aparat firmy Minolta AL z teleobiektywem na owe czasy bardzo nowoczesny.
Aparatem tym zrobiłem setki zdjęć i obiecałem sobie zrobienie tyle samo we Włoszech.
Po co i po co?Ciągłe zawracanie do tych samych pytań i kiedy nic z tego nie wyszło
zapadła decyzja - mam wyjąć kliszę i oddać celnikom, zapłacę kaucję równoważącą jego wartość albo muszę zdać aparat do komory na przechowanie.
Nie mogłem postąpić inaczej,zdaję na przechowanie.
Mogę go odebrać gdy odlatywał będę do kraju.
Pouczony zostaję,że w dniu odlotu do kraju na dwie godziny przed odprawą celną będę musiał się zgłosić do magazynu depozytowego po jego odbiór.
Tak sobie obiecywałem porobić pamiątkowe zdjęcia a tu figa.No przyznaję nie byłem takim postawieniem sprawy zadowolony.
Najgorsze było jednak jeszcze przede mną!
Do składu celnego przed odlotem, jak mi kazano zgłosiłem się w czasie dwie godziny przed - w tym jednak czasie nie można było w śród zdeponowanych przedmiotów poszukać mojego aparatu.
Należało, wyjaśnił mnie obsługujący celnik przyjść znacznie wcześniej lub najlepiej jutro a wówczas dołożą starań i aparat "na pewno"się znajdzie.
JUTRO,łatwo było mu powiedzieć ale ja za parę godzin mam lecieć do domu.
Pozostało zgodnie z procedurą pozostawić domowy adres pod którym aparat na pewno zostanie przesłany.
Czekam do dzisiaj!
I tylko niepotrzebnie mojego kolegę,sąsiada Leszka Duchnowskiego
niepokoję zapytaniami - Czy już doszła przesyłka z komory celnej.
To tak żartem.
To tylko na potwierdzenie,że nie tylko w Polsce może coś zaginąć w Urzędzie w którym nic nie powinno zaginąć!
Wreszcie po paru godzinach prześwietlenia i przeżycia przygody zostaję zwolniony i mogę jechać do zaproponowanego pensjonatu.
Na miejscu okazuje się,że jest to pensjonat w którym z personelem można porozumieć się w języku polskim.
Właściciele zapewniają,że tutaj mogę się czuć jak w prawdziwej Ojczyźnie.
Ceny bardzo przystępne ale i wyposażenie mniej niż standardowe.
Jednak na obczyźnie warunki się nie liczą - liczy się tylko koszt utrzymania.
Wszystko płaci się tysiącami lirów,jeden czek podróżny to około tysiąca lirów a to równa się jednemu dolarowi.
A w kraju jeden dolar to 7o złotych.
Tutaj za miejsce,dosłownie metalowe łóżko w pokoju czteroosobowym z porannym szumnie nazwanym śniadaniem w którego skład wchodzi filiżanka prawdziwej kawy,mała bułka typu kajzerka i porcja dżemu lub miodu zapłacę około 5ooo lirów.
Kiedy nieśmiało zaoponowałem tą cenę bez słowa wyjaśnienia właściciel skwitował - ale w środku Rzymu!
I w tym miał jedynie rację.
Pensjonat leżał dosłownie prawie w centrum Rzymu.
Jedyną zaletą którą prezentował właściciel pensjonatu było chyba to,że znał dokładnie miejsca w które mieszkający u Niego Polacy chętnie się wybierają i dokładnie jak do nich dotrzeć informował,mało tego wręczał jednocześnie taki mały plan miasta na którym zaznaczał swoje miejsce i trasę potrzebnego przemarszu.
Również z tych informacji skorzystałem.
Może się to wydać dziwne lecz trzy razy poszedłem do Colosseum.
Nie mogłem się nadziwić ogromowi tej budowli.
Jak opowiadali przewodnicy dla kaprysu JEDNEJ osoby wybudowano taki obiekt.
Jednego dnia siadając na czwartym piętrze przez szereg godzin nic nie robiłem tylko wyobrażałem sobie trwające na dole krwawe zawody.
Dziwiłem się po co to budowano ,bo moim zdaniem z tej wysokości nie można było nawet szczegółów tej "zabawy"widzieć.
Częściowo odkryte podziemia pokazywały lochy z których "zawodnicy" do tych zabaw musieli wychodzić.
We mnie budziło to przerażenie i zastanawiałem się jak w tamtych czasach obserwatorzy tych "zawodów"cieszyli się z tych igrzysk i chętnie podobno na nie przychodzili.
Co nimi kierowało,że śmierć innych dla nich była radością.
Nie mogłem tego pojąć.
Innego dnia zwiedzałem główną trybunę Cesarza.
Honorowa loża do której wejście prowadziło wprost z cesarskich komnat rozrywki.
Ładnie się możni starożytności zabawiali pospólstwem!
Nie pojęte dla mnie i chyba dla każdego szarego człowieka.
Ta budowla przetrwała.Przetrwały również piramidy jako prawdziwa historia tamtych czasów.
Przetrwały a jednak następnych pokoleń niczego nie nauczyły.
Tak myślę,że i w obecnych czasach dla kaprysu nie jeden możny znajduje przyzwolenie otoczenia na budowanie czegoś co ogółowi sławy nie czyni!
Takie czarne myśli mną kierowały kiedy tam przebywałem a jednak podziwiałem!
Zwiedzałem jeszcze Rzymskie akwedukty i czy wielu z nas pamięta,że niektórymi jeszcze dzisiaj płynie do Rzymian woda.
I aby zrealizować powiedzenie "być w Rzymie i Papieża nie widzieć"
w jeden z czwartków poszedłem aby uczestniczyć w generalnej audiencji.
Napominany przez właściciela pensjonatu aby wyjść wcześnie i mieć możliwość zajęcia dogodnego miejsca poszedłem parę godzin wcześnie.
Nic to jednak nie dało.Byłem chyba jednym z ostatnich którzy na ten plac przyszli z bardzo daleka oglądałem całą tą ceremonię i wcale nie mogę zapewnić,że to na pewno widziałem w oknie Papieża.
Tłum wiwatował swoje a prowadzący celebrę swoje.Jeden jedyny harmider dało się zauważyć!
Potwierdzam jedynie fakt na Generalnej Audiencji byłem.
Nie mogłem sobie odmówić możliwości zwiedzenia Rzymskiej Katedry imienia św.Piotra i Pawła .
Bilety na zwiedzanie należało zakupić w watykańskim biurze obsługi i tylko zwiedzanie możliwe było w zorganizowanych grupach.
Bilety sprzedawane były na tydzień na przód i w kolejce należało ustawić się wcześnie.
Ja stanąłem o 22,oo i wcale nie byłem pierwszy.
Stałem całą noc!
Bilet dostałem!
Teraz tydzień będę czekał w pensjonacie.Czas ten jednak wypełniam na zwiedzanie innych zabytków Rzymu.
Opłaciło się.
Naprawdę w tej katedrze zawarte są bogactwa kultury set pokoleń!
Atmosfera w niej panująca jest niepowtarzalna!
Kto raz tam był na pewno tego nie żałuje!
JA TEŻ!.

Wracam do kraju.Kończy się wspaniała przygoda!
Nigdy już w życiu nie przeżyję czegoś podobnego.
Czy opisałem wszystko?
Zadaję sobie teraz to pytanie i odpowiadam opisałem wszystko to co mogłem opisać nie naruszając pewnych......



W następnym GDYNIA 12 PUŁK RADIOTECHNICZNY
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group