Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

TYDZIEŃ NA URLOPIE

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 104
Skąd: wrocław

PostWysłany: 26 Lip 2010 16:35 pm    Temat postu: TYDZIEŃ NA URLOPIE Odpowiedz z cytatem

To Party wspominam i wspominać będę "do ostatniego dnia mojego istnienia"już nigdy później na żadnym innym towarzyskim spotkaniu nie byłem tak honorowany!
Bylem jednym z gości lecz w jakim towarzystwie!
Prawda,że prawie sami wojskowi.Osób w cywilnych ubraniach jak ja było jeszcze kilkadziesiąt.Nigdy dotychczas a i później również nie uczestniczyłem w tak okazałych państwowych uroczystościach ale i też nie obserwowałem tak oficjalnie okazywanego czoło bicia jakie tutaj uczestniczący w uroczystości okazywali GUBERNATOROWI.
Na samym początku każdy z gości witany był uściskiem gubernatorskiej ręki ale w miarę jak przyjęcie trwało do stołu przy którym gubernator z najbliższymi współpracownikami siedział stała kolejka chętnych do złożenia "szacunku".
Kolejkę tą regulowali adiutanci.
Niektórzy jak dało mi się spostrzec czekali tak bardzo długo a inni tego zaszczytu nie dostąpili!
Od czego to zależało wiedzieli chyba tylko regulujący tym "ruchem".
Choć było oficjalnie nie było tam żadnych przemówień jakie przy takich okazjach mają miejsce w naszym kraju.
Właściwie pamiętam jeden jedyny toast wzniesiony przez gubernatora i drugi ze strony również gościa uroczystości,przedstawiciela US Armii.
W śród gości kelnerzy na tacach roznosili różne napoje w tym i alkoholowe.
Przyznaję przez cały czas trzymałem w ręku jedyną, pierwszą jaką na początku uroczystości otrzymałem lampkę szampana i do końca ją sączyłem.
Na stołach stały różnorodne zakąski oraz dosłownie góry owoców.
Do samego końca pobytu w Indonezji nie mogłem się nadziwić,że w każdym miejscu i o każdej porze w barach i pensjonatach nigdy nie brakowało lodu w kostkach.Dodaję,że temperatura powietrza była grubo ponad 25 stopni plus!
Tak było i teraz.Na każdym stole można było do każdego napoju dołożyć sobie dowolną jego ilość.
Cały czas grały dwie wojskowe orkiestry.
Sam pałac gubernatora oraz otaczające go ogrody dodawały uroczystości dodatkowego splendoru.
Ze spotkania na pamiątkę zachowałem wspomnienia oraz zaproszenie.
Party trwało tylko jeden dzień a moje zadanie trwało monotonie przez kolejne dni.
Pensjonat,baza.Czasem w miarę potrzeb przelot do Dżakarty lub na Kalimantan i tak w koło.
Dzień podobny jeden do drugiego.
Listy z kraju otrzymywałem z opóźnieniem.Do mnie można było pisać na adres biura radcy i dopiero Oni przesyłali je do mnie wiedząc w której bazie przebywam.
Pamiętam życzenia z okazji moich imienin jakie rodzeństwo do mnie przesłało otrzymałem pod koniec stycznia.
Ten intensywny natłok zadań do wykonania jakie każdy dzień przynosił nie pozwalał rozpamiętywać o samotności jakie tutaj przychodziło mi przeżywać.
Tak właśnie szybko te dni mijały,że nawet nie zauważyłem jak nadszedł grudzień,ósmy miesiąc jaki spędzałem w Indonezji.
W kontrakcie miałem prawo do tygodnia urlopu po sześciu miesiącach wypełniania kontraktu.
Atmosfera jaka panowała "po pokojowych przemianach" nie sprzyjała podejmowaniu samodzielnej inicjatywie w sprawie urlopu.
Liczyłem na mojego szefa w bazie,że o tym pamięta.
Jednak z każdym dniem obserwowałem,że i On z taka inicjatywą samodzielnie nie zamierza szybko wystąpić.
Rozumowałem - z jednej strony a i z drugiej widziałem konieczność swojego pobytu blisko bazy - w razie szybkiej potrzeby.
Czym bliżej świąt i nowego roku tym bardziej tęskniłem do tego urlopu.
Wreszcie zrozumiałem dwu rzeczy w jednym miejscu nie może być - mnie na urlopie i mnie w bazie.
Wspomniałem wreszcie o tym moim przywileju i tutaj spotkało mnie pełne zaskoczenie - indonezyjska strona rozumiała tak - skoro nic nie wspominam to znaczy,że uważam jako ważniejsze nadzór nad sprzętem niż chęć spędzenia urlopu z mojej strony.
Zapomniałem,tutaj o wszystko należy się upomnieć.Dobrze,że uczyniłem to w porę bo tak chyba "myśleli by przez cały czas trwania kontraktu".
Po paru dniach otrzymuję odpowiedź - mam wskazać miejsce w którym chcę spędzić ten urlop.
Na to nie jestem w ogóle przygotowany.
Zdaje mi się - o Indonezji wiem tylko tyle gdzie są bazy AURI ale nic na temat gdzie AURI ma wypoczynkowe ośrodki.
Jedynie co pamiętam jeszcze z kraju do miasto Bandung.
Kto dzisiaj pamięta,że w tym mieście odbywały się konferencje "państw niezaangażowanych" które kiedyś organizowała i im przewodziła Indonezja.
I tak z głupia frant wymieniłem to miasto.Jednocześnie chciał bym tam spędzić wspomniany urlop od 25 grudnia do 1 stycznia.
Tak powiedziałem lecz wcale nie liczyłem na spełnienie moich
"marzeń" a tu całkowita niespodzianka.
Mam zgodę.Co prawda potrwa to jeszcze parę dni na załatwienie wszystkich formalności ale zgoda jest.
Wieczorem jednak w pensjonacie zaczynam jednak powątpiewać w tą zgodę.
Nie mogę uwierzyć w tak szybkie załatwienie prośby.Pamiętam inne sytuacje kiedy to załatwiane były inne służbowe sprawy i określenie "już,dzisiaj".
Tutaj jednak myliłem się całkowicie.Chyba 24 lub 25 grudnia śmigłowiec którym najczęściej przewoził mnie z bazy do bazy tym razem zawiózł mnie do Dżakarty a dalej samochodem zawieziono mnie do Bandungu.
Jestem zakwaterowany nie w mess lecz w pięknym hotelu.
Bandung to takie zaplecze turystyczne dla bogatych mieszkańców Dżakarty.
Pierwsze Święta w dalekim kraju lecz na urlopie spędzam sam.
Śpię nocami i dniami.Odsypiam obsługę nocnych przelotów.
Jednego jednak dnia kiedy samotnie spaceruję po hotelowym parku do moich uszy dochodzą fragmenty czysto "polskich słów" k....a jak tutaj można wytrzymać "i jeszcze bardziej dosadne słowa i teraz nie zważając na treść zasłyszanej rozmowy oraz słowa aż chce mi się krzyczeć"bracia rodacy",toż to muszą być rodacy,gdyż tylko my potrafimy tak dosadnie swoje przekonania wyrażać i to tak "siarczystymi"słowami.
Zbieram się na odwagę,podchodzę i zagaduję - Panowie to na pewno Polacy,spotkałem polską duszę i ten dzień świąteczny,był to sylwester możemy spędzić wspólnie.
Zapraszam jednocześnie do pokoju w którym mam szampana.
W ten sposób na obczyźnie w dalekim kraju dzięki przypadkowemu losowi Nowy Rok powitałem w gronie rodaków.
Przyznaję wypiliśmy nie tylko szampana jednak wszystko z umiarem.
Każdy z nas przedstawił się.
W Bandungu dociera do mnie informacja,że po urlopie mam zgłosić się do biura radcy gdzie dojdzie do spotkania mojego z nowym atasze wojskowym.
Przy tym spotkaniu o mało nie dostałem ataku serca bo tym nowym atasze był mój znajomy z sylwestrowego przyjęcia.
O Sylwestrowym spotkaniu oboje nie pamiętaliśmy!
To już nie było spotkanie pracowników PLO Gdynia,Polskie Linie Oceaniczne z pracownikiem firmy budującej cukrownie.
W dalszej służbie już w kraju jeszcze spotkam pracownika PLO i będzie ON moim wysokim przełożonym.
Sylwestrowe spotkanie wspominam pierwszy raz.
BYŁO MIŁO!

W następnym WRACAM DO KRAJU
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group