Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

PSZ im.Rodziny Nalazków-wspomnienia.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bachorski



Dołączył: 24 Maj 2010
Posty: 1
Skąd: Szczecin

PostWysłany: 17 Cze 2010 07:13 am    Temat postu: PSZ im.Rodziny Nalazków-wspomnienia. Odpowiedz z cytatem

„Ze wspomnień absolwenta Podoficerskiej Szkoły Zawodowej im. Rodziny Nalazków w Elblągu.

W latach 1965-1966 OSR- specjalizacja,
oraz 1975-1976 Szkoła Chorążych
w Wyższej Oficerskiej Szkole Radiotechnicznej
im. kpt. pil. Sylwestra Bartosika.



Zawsze marzyłem, aby chodzić w mundurze...

Swoją podróż „po mundur” rozpocząłem w 1960 roku, z początku nieświadom siły, która przez całe życie popychała mnie w tym jednym kierunku.
Po ukończeniu szkoły podstawowej, zdałem egzaminy wstępne do liceum ogólnokształcącego. Po miesięcznej nauce mimo uzyskiwania dobrych wyników w nauce wbrew woli wychowawcy klasy w liceum i moich rodziców, podjąłem decyzję o rezygnacji z liceum, chcąc uzyskać jak najszybciej jakiś zawód i udzielić pomocy rodzinie, aby młodsze rodzeństwo miało jeszcze lepsze warunki życia, przeniosłem swoje dokumenty do Zasadniczej Szkoły Zawodowej przy ZNTK „Stargard”, oczywiście za zgodą dyrektora tej szkoły, gdzie później założyłem swój pierwszy mundur - mundur kolejarza. Szkołę ukończyłem w 1963 roku, z III lokatą w klasie.
Nastała pora zadawania sobie pytań: „co dalej?”, „co teraz?”, „czy praca na produkcji eksportowej w zakładzie i nauka w technikum wieczorowym?”, „czy może coś innego?”.
Wtedy na mojej drodze los postawił kolegę Ireneusza Fedorczuka, razem chodziłem z nim wcześniej do liceum ogólnokształcącego. Był ubrany w piękny wyjściowy zielony mundur wojskowy, z oznakami i naszywkami słuchacza szkoły wojskowej. Irek był na urlopie, opowiedział mi o tym jak to jest uczyć się w Podoficerskiej Szkole Zawodowej im. Rodziny Nalazków w Elblągu, która wówczas była jedyną wojskową szkołą, która kształciła podoficerów zawodowych dla wszystkich rodzajów wojsk / Wojsk Lotniczych, Marynarki Wojennej, Wojsk Lądowych i innych formacji. Rozmawialiśmy bardzo długo, obiecał i napisał do mnie list z Elbląga, podając sposób załatwienia przyjęcia do szkoły.
Jego opowieści i opisy w liście, różnych ciekawych przygód w szkole wojskowej, całkowicie zaabsorbowały moją 17-letnią psychikę i umysł, które od najmłodszych lat już karmiłem informacjami o wojsku, lotnictwie, całymi godzinami oglądania obrazów samolotów, gdyż wiele czasu spędzałem przy lotnisku na obserwacji startujących, latających i lądujących samolotów odrzutowych. To było coś co mnie interesowało od zawsze, to było to coś „co czułem”.
Swoje kroki skierowałem ku WKR w Stargardzie Szczecińskim, aby się dowiedzieć czegoś więcej (szkół chorążych, wówczas jeszcze nie było). Postanowiłem, że dowiem się też więcej o służbie w wojsku.
Złożyłem następnie stosowane dokumenty do Podoficerskiej Szkoły Zawodowej im. Rodziny Nalazków w Elblągu...
Należało jeszcze „tylko” zdać egzamin wstępny do X-klasy liceum ogólnokształcącego (było przy szkole), potem egzaminy sprawnościowe: biegi, pływanie, oraz podciąganie na drążku...
W lipcu dostałem wezwanie na egzaminy wstępne, poprzedzone wojskową komisją lekarską w Szczecinie - komisja uznała mnie za zdolnego do służby wojskowej w charakterze kandydata na żołnierza zawodowego.
Wyruszyłem zatem do Elbląga i na miejscu byłem w środku nocy. Na dworcu kolejowym czekali już na nas słuchacze szkoły...
Pierwsze wojskowe śniadanie, podział na grupy egzaminacyjne, ja do klasy X-tej.
Wszystko szło sprawnie i dobrze, choć było nas od ok. 7 do 8 tysięcy kandydatów na jedyne 600 miejsc, szansę mieli tylko najlepsi. Z rozmowy kwalifikacyjnej z Komendantem płk Konradem Krajewskim nie za bardzo byłem zadowolony, gdyż powiedział: masz chłopie zawód, ukończyłeś szkołę zawodową, możesz pracować i uczyć się i później nawet starać się do szkoły oficerskiej /przy moim nazwisku postawił znak zapytania /, straciłem nadzieję, aby spełniły się moje marzenia, aby być uczniem - Podoficerskiej Szkoły Zawodowej! Chyba jednak zobaczył łezkę w moim oku. Po kilku dniach dostałem powiadomienie, zostałem przyjęty......
Udało się!
Dom wypełnił się radością po okresie nerwów i drobnych problemów. Ojciec miał żal do Mamy, że była ze mną w WKR i podpisała ankietę kandydata na moją gorącą prośbę /nie miałem jeszcze 18-lat/ - byłem silnie zmotywowany i wiedziałem co chcę osiągnąć, wiedziałem kim chcę być.
26 września 1963 roku po południu pożegnałem się z Mamą i wyjechałem do Elbląga, Tata był jeszcze w pracy...
Na miejscu, po przybyciu do szkoły nie obyło się bez dodatkowych egzaminów z chemii, geografii, języka rosyjskiego, których nie uczono w szkole zawodowej
Zdałem wszystko, otrzymane pismo od dyrektora liceum ogólnokształcącego Pana Juliana Szkolnickiego, przekazałem mojemu dowódcy plutonu ppor. Janowi Kręczkowskiemu, razem poszliśmy do dowódcy kompanii kpt. Wiktora Szuby. Po jakimś czasie otrzymałem od służby dyżurnej kompanii powiadomienie, abym zameldował się u dowódcy kompanii w kancelarii ,wówczas oświadczył mi, że w naszym batalionie, w innej kompanii jest tylko jeden pluton X klasy w którym już i tak brakuje miejsca dla mnie oraz innych. W związku z tym, aby nie tracić roku, czy dwóch nauki mogę zabrać walizkę i jechać do domu, rezygnując ze szkoły, bo byłem przecież ochotnikiem... Zdecydowałem się jednak na pozostanie i ponowne powtarzanie VIII i IX klasy, no cóż...
Sentyment do munduru okazał się silniejszy ponad wszystko i zostałem w szkole.
Uczyłem się bardzo dobrze, a przed Świętami Bożego Narodzenia 1963 roku Rodzice otrzymali „List Pochwalny” od Komendanta Podoficerskiej Szkoły Zawodowej Pana gen. bryg. Konrada Krajewskiego, informujący ich o wysokich wynikach w szkoleniu i dyscyplinie, które ich syn osiąga „tam, daleko” w Elblągu.
Taka wiadomość bardzo Ich ucieszyła. Wierzyli we mnie, wierzyli że wytrwam i ukończę tą wspaniałą szkołę, ucierając nosa tym, którzy powtarzali „dostanie w „kość” i wróci...”.
Robiłem więc wszystko, aby tam pozostać. Uczyłem się jeszcze lepiej, a w wyobraźni widziałem „oficerskie gwiazdki”, których może kiedyś bym się dosłużył - to był kolejny cel w mojej „długiej” podróży...

Specjalizacja
Po dwóch latach ciężkiego i wyczerpującego szkolenia wojskowego i ogólnokształcącego w Podoficerskiej Szkole Zawodowej im. Rodziny Nalazków w Elblągu, zostałem wraz z dużą grupą elewów, we wrześniu 1965 roku skierowany na specjalizację do Oficerskiej Szkoły Radiotechnicznej im kpt. pil. Sylwestra Bartosika w Jeleniej Górze.
Do Tczewa na dworzec PKP odwieziono nas autobusami z Elbląga, tam czekała na Nas podróż w nieznane... Bacznie obserwowałem migające stacje kolejowe, wypatrując świateł Jeleniej Góry. Nad ranem, ku naszej radości dojechaliśmy na miejsce.
Chwila wyczekiwania, może pojawią się jakieś środki transportu...Chwila wyczekiwania, a potem padają komendy „Baczność!”, „W dwuszeregu zbiórka!”, „Do dwóch odlicz!” i tak dalej, piechotą pod wiaduktem, transportu raczej nie będzie...
Do koszar nie było blisko, czekała nas dłuższa wędrówka... Po drodze mogliśmy podziwiać piękno okolicy, a z daleka widniał niezwykły szczyt – Śnieżki.
Koszary „osiągnęliśmy” po dłuższym forsownym marszu, zmęczeni i wyczerpani, lecz nadal pełni ciekawości i wigoru.
Ustawiono nas na placu alarmowym i po dłuższym czasie zaczęto nas kierować do poszczególnych pododdziałów podchorążych. Ja wraz z innymi elewami zostaliśmy skierowani do 1-kompanii podchorążych i tworzyliśmy 5 pluton elewów (wg nazewnictwa w OSR 15 pluton, wiadomo, że to 1- kompania i 5- pluton).
Dowódcą kompanii był kpt. Józef Sokołowski, natomiast szefem kompanii plut. Włodzimierz Knyrek (absolwent I- promocji PSZ im. Rodziny Nalazków).
Większość kolegów była z 4-batalionu, którego dowódcą wcześniej był ppłk Kazimierz Żebracki, który w czasie rocznej specjalizacji był i naszym opiekunem.
Z Elbląga było nas ok. 100 elewów. Utworzono 4 plutony, z tego 2 plutony kursu 2 i 3 - letniego w kompaniach podchorążych w 2 batalionie mjr Zbigniewa Grabskiego, natomiast plutony kursu 3-letniego w 1 batalionie podchorążych, którego dowódcą był Pan mjr Edward RODZIK / w 1-szej i 10-tej kompanii podchorążych, dowódcami których byli: kpt. Józef Sokołowski i kpt. Dulewicz /.
Rankiem pierwszego października 1965 r.- uroczysta zbiórka całej szkoły, w celu rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Miałem okazję pierwszy raz zobaczyć kadrę kierowniczą szkoły: komendanta płk mgr inż. Wacława Kaźmierskiego, z-cę k-nta do spraw liniowych płk Bazylego Lewczuka, z-cę k-nta ds. szkolenia płk Piotra Budzowskiego i innych. Te twarze i nazwiska należało zapamiętać...
Rozpoczęła się nauka elektrotechniki, radiotechniki, techniki impulsów. Żarty się skończyły, nauki bardzo dużo... Dodatkowo obowiązkowe nauki własne, oraz konsultacje z poszczególnych przedmiotów, ponadto służby wewnętrzne i warty. Początkowo byliśmy chyba celowo również dociążani zadaniami.
Zasada była prosta: za brak postępów w nauce, odsyłano elewów do Elbląga, podobnie i za brak dyscypliny.
Później zostałem pisarzem dowódcy 1-kompanii podchorążych wraz z podchorążym Królikowskim, pisałem tygodniowe plany zajęć dla podchorążych i dla nas. Nauka też nie sprawiała mi większych problemów, a w połowie okresu nauki otrzymałem odznakę „Wzorowego Żołnierza” 2-go stopnia.
Specjalizację zakończyliśmy w połowie sierpnia. Pozostały jeszcze tylko egzaminy ze szkolenia ogólnowojskowego w Elblągu, oraz męczące, wielodniowe przygotowania do promocji, która będzie w mieście. Promował będzie wiceminister Obrony Narodowej gen. broni Jerzy Bordziłowski.

Promocja
Nareszcie! Po 3-latach intensywnej nauki w Podoficerskiej Szkole Zawodowej im. Rodziny Nalazków w Elblągu w tym rok specjalizacji w Oficerskiej Szkole Radiotechnicznej w Jeleniej Górze, w dniu 4-września 1966 roku (IV- promocja w roku 1000-lecia Państwa polskiego), uzyskałem średnią ocen – 5.00 oraz mianowanie do stopnia plutonowego.
Jako specjalista radiolokacji będę pracował w lotnictwie, w wymarzonym, lotniczym, stalowym mundurze...
Po promocji, której nadano bardzo uroczysty charakter, czekał zasłużony urlop i skierowanie do dywizji lotniczej celem pełnienia dalszej zawodowej służby wojskowej.
W Grudziądzu jesienią 1966 roku wzięliśmy udział w uroczystym ślubowaniu podoficerów zawodowych, które miało miejsce na rynku.
5-pazdziernika 1966r.- to termin, mojego stawiennictwa w Jednostce Wojskowej 3316 w Świdwinie, celem pełnienia dalszej służby wojskowej. Na dworcu w Stargardzie Szczecińskim spotkałem kolegę Rysia Przyborskiego z mojego plutonu, który tak jak ja skierowany został do tej samej jednostki. Ze względu na brak połączenia w komunikacji PKP i PKS, spóźniliśmy się około 5–godzin, ale nasze tłumaczenie zostało należycie przyjęte i zrozumiane przez szefa kadr, ale na moje miejsce do Goleniowa został wyznaczony Piotr Kanurski, mój dobry kolega z którym byłem na specjalizacji w Oficerskiej Szkole Radiotechnicznej, ja pozostałem w Świdwinie na wiele lat.
Wspaniałe przeżycia, mimo trudnej i wyczerpującej pracy dowódcy stacji radiolokacyjnej /załogi/, przy wskaźnikach stacji radiolokacyjnych, i częstych wyjazdach na ćwiczenia poligonowe, oraz w podróże służbowe. Znalazłem swoje miejsce w służbie wojskowej, mimo różnych skomplikowanych sytuacji rodzinnych.
Dzięki ogromnemu wsparciu ze strony mojej żony, która dojeżdżając codziennie do pracy, jednocześnie wychowywała Tomka i Izę, naszą dwójkę wspaniałych dzieci, mogłem dalej kontynuować naukę m.in. w latach 1975-76r. rocznej Szkole Chorążych WRT w Jeleniej Górze, którą także ukończyłem ze średnią – 5,00 a później na studiach wyższych i studiach podyplomowych.
Na emeryturę poszedłem 31stycznia 1994roku, po ponad 30-latach służby wojskowej i następnie podjąłem pracę na uczelni wyższej - na stanowisku kierownika Działu Spraw Obronnych i pracuję nadal czyli już 17-lat.
Miałem szczęście, że trafiłem na wspaniałych ludzi, którzy byli moimi przełożonymi i wychowawcami jak dowódca plutonu Pan por. Jan Kręczkowski, Pan kpt. Hieronim Bugajski - dowódca kompanii, czy Pan chor. Stanisław Soroczyński – wspaniały szef kompanii, byli dla nas wzorem ( byli wymagający i sprawiedliwi).
Nauczyli nas tego jakim powinien być człowiek w stosunku do innych, aby cieszyć się autorytetem i uznaniem w życiu..
Moje odczucia są podobne, jak większości absolwentów – „Nalazków”, to co uzyskałem w życiu jest również zasługą ludzi, których wymieniłem wcześniej...

Zakończenie
Uważam, że Podoficerska Szkoła Zawodowa im. Rodziny Nalazków w Elblągu nauczyła mnie współżycia w kolektywie, motywacji do działania, ponadto ukształtowała moją osobowość, charakter, szacunek dla drugiego człowieka, wiarę i wytrwałość w dążeniu do celu. Wytrwałość w realizowaniu marzeń, odwagę i siłę by pokonywać wszelkie trudności i „kłody”.
Odznakę absolwenta Podoficerskiej Szkoły Zawodowej im. Rodziny Nalazków nosiłem zawsze na stalowym mundurze z wielką satysfakcją. Towarzyszyła mi kiedy byłem podoficerem zawodowym, chorążym, a później oficerem. Była ona naszym bardzo pozytywnym znakiem rozpoznawczym.


Józef Piotr BACHORSKI
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group