Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

HALIM

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 104
Skąd: wrocław

PostWysłany: 16 Cze 2010 17:30 pm    Temat postu: HALIM Odpowiedz z cytatem

Wczesnym rankiem mój przewodnik zgłasza się w miejscu mojego zakwaterowania jedziemy do miejsca pełnienia obowiązków.
2o kilometrów na zachód od centrum Dżakarty.
Tak jak w naszym kraju "zielony garnizon"dosłownie i w przenośni.
Tak samo jak u nas całkowicie otwarty teren z tą tylko różnicą,tutaj nieposzlakowana równina i droga dojazdowa do samych koszar i na ich terenie asfalt.
Tak samo jak u nas koszary i obiekty specjalne w bezpośredniej styczności a jedyna różnica, obiekty posiadają ścisłe oznaczenie literami A,B,C itd
Każda osoba aby przebywać mogła na wyznaczonym rejonie nad prawą górną kieszenią na mundurze musi posiadać stosowną literę.
Każdy rejon odgrodzony od pozostałego dwoma pasami zasiek drutu kolczastego między tymi pasami bambusowe zarośla.
Mijamy bramy graniczne.
Moja GARUDA na dwu bezproblemowo je otwiera na trzeciej jednak żandarm dokładnie się jej przygląda,coś mówi do kierującego pojazdem lejtnanta i udaje się na wartownie.
Otrzymaliśmy kategoryczny zakaz opuszczania samochodu.Czekamy.Ja pełen niepokoju a mój przewodnik nic sobie nie robi i spokojnie zapala papierosa.
Tak na marginesie myślę,że papierosy paliła zdecydowana większość wojskowych i cywilnych obywateli kraju!
Wreszcie żandarm wsiada do naszego samochodu i jedziemy jak się okaże do dowódcy bazy HALIM.
Na Jego osobiste zaproszenie.
Podobno to tradycja - te spotkania z każdym nowo przybyłym na bazę obcokrajowcem.
Dowódcą bazy jest oficer w stopniu -colonela to stopien miedzy pułkownikiem a generałem.
W czasie spotkania jest bardzo sympatycznie,miła atmosfera,adiutant serwuje naprawdę wspaniałą kawę o którą ja proszę a mój przewodnik widzę skrępowany o nic nie prosi ale na stole w czajnikach jest również herbata.
Nigdy już w Indonezji nie piłem tak aromatycznej kawy jak tam.
Colonel coś mówi,lejtnant się uśmiecha a ja nic nie rozumiem.
Prawdą było,że lejtnant próbował tłumaczyć na język niemiecki słowa swojego przełożonego ale - wiedziałem sam lejtnant znał ograniczony zasób słów.
Była to kurtuazyjna rozmowa i jestem przekonany każdy z biorących w niej udział choć się nie rozumieliśmy wypowiadał grzecznościowe słowa.

Jedne co zrozumieliśmy oboje z lejtnantem to to,że na rozwiniecie sprzętu mam dwa tygodnie.
Nie chcąc narażać się na posądzenie o zbytnią dociekliwość na temat organizacji obrony powietrznej RI domniemywałem,że była to organizacja obiektowa.
Bazy Sił Powietrznych ochraniały najważniejsze obiekty polityczno gospodarcze kraju.
HALIM właśnie stolicę.
Moja GARUDA dawała mi prawo przebywania na obiektach B,C i D - były to obiekty specjalne oraz na obiektach O i A budynki koszar i zaplecza logistycznego.
Po czasie dowiem się, obiekt B to hangary dla dwu skrzydeł lotnictwa,obiekt C dywizjon artylerii plot i obiekt D eskadra tankowców powietrznych.
Jednego dnia po rozwinięciu sprzętu kiedy zgłosiłem potrzebę wykonania oblotu dla ustalenia strefy wykrywania przebywając z polecenia dowódcy bazy w pierwszym skrzydle chyba zaniemówiłem z wrażenia i na pewno miałem bardzo głupią mine kiedy nawigator zadał pytania "oblot na poddźwiękowej czy na naddźwiękowej".
Każdego dnia słychać było startujące i lądujące samoloty będąc jednak zajęty rozwijaniem sprzętu nigdy nie zwracałem uwagi jakie to samoloty startują czy lądują.Zawsze byłem przekonany,że goszczący mnie kraj nie może mieć lepszego sprzętu od MOJEGO kraju i stąd ta głupia moja mina,bo kiedy ja powiedziałem - no takim jakim dysponujecie - mój rozmówca powiedział - dobra na poddźwiękowej tylko proszę podać dokładną datę kiedy ten oblot mia być wykonany!
Dowódcy kluczy,eskadr czy nawet skrzydeł często zaglądali do strefy radiotechnicznej ciekawi kiedy będą mogli korzystać z naprowadzeń na sprzęcie a ja nigdy jeszcze nie byłem w strefie B tak teraz powstała okazja aby mi ją gospodarze zaprezentowali i co ja tam widzę?
Zupełnie nieznane mi sylwetki samolotów bo jedno skrzydło stanowią bombowce strategiczne TU 16 a drugie myśliwce MIG 21.Te ostatnie widziałem co prawda w kraju lecz tylko na ekranie wskaźnika a o pierwszych nie miałem zielonego pojęcia.
W kraju poznawaliśmy na pamięć wszystkie sylwetki samolotów obcych lecz własne były utrzymywane w tajemnicy.
O samolotach TU 16 nigdy nie słyszałem a tu na płycie lotniska stało ich 12.
Przeogromne maszyny zrobiły na mnie wrażenie.
Widząc moje zaciekawienie umożliwiono mi obejrzenie ich z bardzo bliska a kiedy wykazałem dalszą ciekawość pokazano mi eskadrę tankowców powietrznych CK 131.
Znacznie później dowiem się,że siły powietrzne RI zaopatrywane były w uzbrojenie przez państwa UW głównie Związek Radziecki,marynarka wojenna przez Stany Zjednoczone a wojska pancerne przez Niemcy Zachodnie.
Tak moja wiedza na temat uzbrojenia armii państw świata zdobyta w kraju w jednej chwili legła w gruzach i narodziła się nowa - WSZYSCY COŚ Z UZBROJENIA KUPUJĄ A TYLKO NIELICZNI SPRZEDAJĄ !.

Teraz dopiero dotarło do mojej świadomości dlaczego nawigator skrzydła który często w miejscu rozwijania sprzętu przebywał tak biegle znał język rosyjski.
Z czasem dowiedziałem się,że wszyscy piloci szkolili się w Związku Radzieckim.
Już po rozwinięciu sprzętu kiedy do wykonywania naprowadzeń przychodzili nawigatorzy a czasem dowódcy których piloci wykonywali loty w śród nich dochodziło do rozmów w rosyjskim języku.
Nigdy żaden z Nich nie ujawnił faktu gdzie i kiedy się szkolił oraz skąd tak dobrze zna rosyjski.
A pytać się nie wypadało.Tam należało zadawać pytania tylko na ogólne tematy.
Jeszcze w Biurze Radcy Handlowego tłumaczono mi aby przed zadaniem jakiegokolwiek pytania lub udzielaniu wypowiedzi dokładnie analizował i ważył każde słowo.Szczególne miało to znaczenie bo język indonezyjski jest bardzo łatwy i ale znaczenie słów jest wieloznaczne tak, Polska to POLANDA a Holandia to BOLANDA.W sytuacji gdy Holendrzy przez prawie 400 lat sprawowali władzę w Indonezji i byli skromnie mówiąc,niemile obecnie widziani, jedna litera źle wyakcentowana mogła rozmawiającemu przysporzyć wiele kłopotu.
Na słowo BOLANDA każdy Indonezyjczyk "łapał za nóż".
Taki lapsus językowy doświadczyłem już wcześniej - KODO GORENG,to udko kurczaka na gorąco a KODA GORENG to też udko i też na gorąco z tą różnicą,że jest to żabie udko.
Ku zaskoczeniu samego sobie po wyjaśnieniu tego a po spożyciu KODA GORENG przeżyłem.
To tak na marginesie.
Wracam jednak do zasadniczego tematu.
Domyślałem się również,że w bazie znajdowali się Rosjanie,piloci - instruktorzy.
W każdy poniedziałek kiedy odbywał się "przegon samolotów" proszono mnie abym do strefy B nie zachodził.
Do czasu jednak.
Kiedy po "takich zajęciach"następnego dnia w wozie wskaźników znalazłem pozostawioną napisaną w języku rosyjskim tablicę dowodzenia i oddałem ją szefowi radiotechników do zakazu nie wracano ale ja wiedziałem - lepiej jak nie wiem "z jakiego ciasta ten chleb jest pieczony".
Ja tak stale o lotnikach,samolotach a przecież miałem inne zadanie.
Więc do rzeczy!
Wojska radiotechniczne bazy to grupa około 50 żołnierzy.
W tej grupie było 20 oficerów.Wszyscy w stopniu lejtnanta:
starsi oficerowie nadzoru zmiany 4,oficerowie wskaźników P 4,inżynierowie zmiany 4,technicy zmiany zespołów prądotwórczych 4,nawigatorzy 4.
Drugą grupę 20 stanowili podoficerowie połowa kontraktowych i połowa nadterminowych.10 stanowili tzw służbę pomocniczą.
Zadaniem służby pomocniczej było dostarczanie materiałów MPS,posiłków dla wszystkich żołnierzy.Z tej grupy nabierano później do służby nadterminowej a z niej do kontraktowej.
Wojsko nie prowadziło własnej stołówki i kuchni.Zaopatrzenie wojska dostarczały specjalistyczne firmy.
Taki katering tylko na większą skalę.
Przyznaję każdy na swoim stanowisku otrzymywał w odpowiednich pojemnikach należne mu żywnościowe zaopatrzenie.
Najdziwniejsze było jednak i to,że w całej tej "załodze"nie było stanowisk kierowca.Tutaj każdy żołnierz miał prawo być kierowcą pojazdów specjalnych.Kilka razy zadawałem na ten temat zapytania dowódcy i zawsze powtarzał "u nas każdy posiada umiejętności prowadzenia pojazdem".
Przekonam się o tym w Surabaii jak z placu portowego będziemy do bazy sprowadzać sprzęt.
Tutaj tego nie przeżyłem bo sprzęt przybył przed moim pojawieniem się w bazie.
Na czele tej grupy stał dowódca w stopniu majora.
Posiadał jednego zastępcę również w stopniu majora.
Trochę było to dziwne bo sprzęt posiadał obsługę która jednak nie wchodziła etatowo w jej skład,tak jak to było u nas.
Praktycznie zmiana przychodziła na sprzęt do pełnienia dyżurów lecz konserwacją i przeglądami w naszym pojęciu nie miał się kto zajmować.
Jak mi tłumaczono za wszystko odpowiada dowódca.
Służba na sprzęcie trwa 24 godziny.Tak jak i u nas są cztery zmiany lecz Ci co zdają mają 48 godzin wolnego i kwaterują w strefie A i mają czas do swojej dyspozycji.Po tym czasie przechodzą na kwatery do strefy O której nie mogą opuszczać i są gotowi na każde wezwanie.W strefie O nie mają prawa przebywać rodziny żołnierzy.
Taki system zmian przyprawiał mnie o "zawrót"głowy szczególnie teraz kiedy rozwijaliśmy sprzęt.Po dniu pracy,noc na odpoczynek po niej wolne i nowi przychodzą na rozpoczętą przez poprzedników pracę.
Tak ma być i nic na to nie poradzę,odpowiadał na moje uwagi dowódca.Nie mógł bardzo zrozumieć,że mnie obcokrajowcy bardzo zależało na sprawnym rozwinięciu sprzętu.Kiedy jeszcze w piątek pracowało się tylko do 12 godziny to kiepsko przychodziło to rozwijanie.
Kiedyś w czasie przerwy obiadowej do dowódcy powiedziałem, ten typ sprzętu w Polsce latem rozwija się 10 godzin a zimą do 14 nie mógł uwierzyć.
Jego zdziwienie wywołała moja deklaracja,że nie codziennie muszę wracać do Messy,że mogę tutaj nawet w wozie wskaźników przenocować.
Nie,nie to nie możliwe.Po którejś ponawianej propozycji poddałem się.
Sprzęt rozwijaliśmy trzy tygodnie.
TRZY TYGODNIE!!!
Jestem już w Indonezji prawie dwa miesiące ale dopiero tutaj w bazie przy włączaniu sprzętu do eksploatacji dokonuję EPOKOWEGO ODKRYCIA W INDONEZJI CAŁY PRZEMYSŁOWY SYSTEM ENERGETYCZNY TO 3X22o na 127 volt co prawda 5o Hertz ale nie 380X220 jak potrzeba no zasilania rozwiniętego sprzętu.
Kiedy to swoje "odkrycie"przedstawiam dowódcy nie widać Jego zmartwienia a słyszę odpowiedź "przecież wiem".

Tym "odkryciem"autentycznie jestem zaskoczony.
Do tej pory nie zdawałem sobie z tego całkowicie sprawy.
W Messie zapalałem światło,na ulicy w nocy paliły się latarnie na zewnątrz nic nie wskazywało,że w gniazdkach sieciowych jest 127 V.
Prawdę mówiąc ta wiedza o wielkości napięcia była mi do niczego dotychczas nie potrzebna ale teraz po rozwinięciu sprzętu należało przecież coś zdecydować.
Zdecydować i to mądrze..
Rozumiałem mógł nie znać potrzeb sieci energetycznej jakie potrzebuje sprzęt szef wojsk radiotechnicznych bazy ale myślę tam w Biurze Radcy jest przecież Pan P.który te sprawy winien znać dokładnie - reprezentuje producenta sprzętu.
Jutro z samego rana tam jadę.
Kiedy przedstawiam sprawę,że przecież dla potrzeb własnych oświetlenia,nadmuchu powietrza czy klimatyzacji nie będę włączał agregatów PAD 400 w które jako zapasowe źródła zasilania wyposażony jest sprzęt bo to nie ekonomiczne i skraca użytkowanie zespołów.
Przypominam,że każdy z nich ma określony limit motogodzin do remontu itp.
Jako wyjaśnienie otrzymuję informację,że faktycznie od lutego kiedy sprzęt rozładowano w porcie zaczęto tą sprawę "wałkować".
Dosłownie użyte zostało takie określenie "wałkować'.
Jednak ja już jestem dwa miesiące i spotykaliśmy się już dwa razy i nie zostałem o tej procedurze "wałkowania" poinformowany.
No tak czekaliśmy właśnie na Pana jako osobę odpowiedzialną za eksploatację sprzętu,że Pan ten problem rozwiąże.
Ładnie tutaj pracują myślę sobie - cztery miesiące podejmują decyzję!
Szkoda,że nie użyto określenia sprawę"rozwałkuje".
W pierwszej chwili same dosadne,wojskowe słowa cisnęły mi się na usta kiedy słucham tego całego wyjaśnienia.
Wiem jednak najdosadniejszymi słowami które mógłbym użyć problemu zasilania potrzeb energetycznych 220 V nie rozwiążę!
Jedyne rozwiązanie jakie mi przyszło to zakup na miejscu zespołu wytwarzającego to nieszczęśliwe napięcie.
O to gdzie je zakupić niech się zamartwia Biuro i czas skończyć to "wałkowanie".
Zaraz jednak pojawia się problem kto to ma zapłacić?
Myślę,że przeważyły przedstawione moje argumenty - zespoły też są objęte dwu letnią gwarancją więc jeżeli teraz dla potrzeb "własnych"będziemy je użytkowali to licząc skromnie po 10 motogodzin dziennie przez 40 dni będą musiały być poddane "pierwszemu technicznemu przeglądowi" a to może kosztować znacznie więcej niż doraźnie kupiony zespół.
Nikt jednak tej sprawy nie chce przedstawić Radcy Handlowemu.
Nikt nie chce przedstawić bo widać ewidentne zaniedbanie do którego nikt nie chce się przyznać.
Ja muszę to zrobić bo odpowiadam za eksploatację i nie mam nic do ukrycia.
W gabinecie Radcy kiedy przedstawiona zostaje sprawa przez chyba pół godziny nikt z pracowników biura się nie odzywa,słychać tylko szum klimatyzatora a Radca przechadzając się w tam i z powrotem wypalił chyba paczkę LM.
Zapada decyzja - tak,ma być zakupiony dodatkowy małogabarytowy agregat i niby jest spokojnie ale kiedy przypominam,że za miesiąc mam jechać do Surabaji aby rozwinąć następny i jeszcze jeden który czeka na dyslokację więc należy zakupić trzy agregaty,Radca zachowując pozorny spokój zwraca się do mnie Panu,Panie Kadow dziękuję a Panowie proszę o pozostanie.
Nie byłem ciekaw treści rozmowy ale jej efektem było,że po miesiącu czasu do bazy dostarczono potrzebny agregat.
Była to jedyna moja pretensja do producenta sprzętu szkoda,że jej efektem było nadszarpnięcie dobrej atmosfery współpracy między mną a ... no właśnie a kim?
Sam nie wiedziałem dlaczego to wszystko scedowano na moją osobę.
Wiedziałem jednak w obcym kraju Polacy nie powinni się kłócić!
A reszta a reszta - poszła w zapomnienie.

W następnym TO BARDZO DOBRY SPRZĘT
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group